Temat trudny
Uważam że nie ma jednego tylko powodu takiego stanu rzeczy i dlatego też nie ma jednego dobrego rozwiązania zależy od człowieka jeden tekst z w/w artykułu dotyczący cierpenia zajeżdża masochizmem :)
Myślę sobie że dopóki egalitaryzm będzie rozwlał rodziny dopóty nie będzie facetów w Kościele. To w domu z chłopców robi się dziewczynki a z dziewczynek chłopców tak to ogólnie widzę!
A chyba nie mówię niczego sprzecznego ze Słowem Bożym (Ef 5,21-22)
Swojego czasu John Eldredge napisał: "Kościół mówi facetom, aby nie przeklinali, nie pili alkoholu i nie palili papierosów, czyli nie roblili tego wszystkiego co czyni z nich mężczyzn"
Tak wrzucam dla prowokacji.
No i właśnie za takie miedzy innymi stwierdzenia nie lubię tego autora.
A poza tym, jak tak ma wygladac prawdziwy facet, to ja dziekuje. I myslę , że jak większość kobietek, wybiorę takiego "prawdziwego" troszke mniej...
Wiecie co... Nigdy nie byłam mężczyzną, więc nie wiem, jak to jest z ich punktu widzenia ;) ...ale wydaje mi się, że pierwszą rzeczą wcale nie są zakazy.
Na pewno zdarzają się parafie, w których księża z ambony zajmują się tylko wyliczaniem grzechów, ale myślę, że są one w mniejszości. Może ja miałam to szczęście, że spotkałam mądrych ojców i księży, ale zawsze najpierw słyszałam o Bogu, a dopiero później były zakazy, zawsze jednak przedstawiane mądrze, w świetle Jego miłości. Poza tym... Hmm... Głos kościoła nie ogranicza się do kazań. Jest multum encyklik, dokumentów Kościoła, jest katechizm, jest w końcu Słowo samego Boga, no i świadectwo wiary braci. Takie multum przekazu, że trudno widzieć w nim tylko zakazy :)
...choć, jak już pisałam, mężczyzną nigdy nie byłam ;-)
Na jakiej zasadzie można przekazać zakaz poprzez przekaz niewerbalny?
Można brak akceptacji dla jakiegoś zachowania, ale zakaz? ;)
Si.. a jak to ujął Emerson: “To, kim jesteś, krzyczy tak głośno, że nie słyszę, co mówisz". - i nie tylko w duszpasterstwie...
Konia z rzędem temu kto znajdzie mężczyznę, zwykłego szarego, który przychodzi do domu i mówi: "dawno nie czytałem "Fides et ratio" a potem bierze KKK i szuka zrozumienia dalej, a potem jeszcze coś w prawie kanonicznym itp.
Zdarzają się mężczyźni, którzy zaglądają do Biblii, są tacy
ale czytają ją jak dworzanin, do którego był posłąny Filip, bez zrozumienia.
I tu docieramy do sedna: "świadectwo wiary braci" - to jest klucz, wierzący mężczyzna jest w stanie przyprowadzić do Jezusa drugiego mężczyznę. Pod warunkiem, że jego wiara nie zamieniła go w niewiastę. Często niestety tak jest, że mężczyzna po nawróceniu staje się taką mniszką pacyfistką i taki do Jezusa nie przyprowadzi żadnego chłopa. Dlatego Kościół potrzebuje Johnów Eldredgów żeby byli znakiem dla braci.
Kobieta ma mniejsze szanse na przyprowadzenie mężczyzny aniżeli drugi mężczyzna. Nie mówię, że jest to niemożliwe, ale o wiele trudniejsze.
Konkluzja: Świadectwo wiary braci - przyjmę od zaraz !!!
Zdarzają się mężczyźni, którzy zaglądają do Biblii, są tacy
ale czytają ją jak dworzanin, do którego był posłąny Filip, bez zrozumienia.
Ej, kochani, więcej wiary w ludzi! :) Wszak na Boże podobieństwo jesteśmy stworzeni, mężczyźni też ;) ;) [prowokująco brzmi to "też", wiem :P :P]
Żeby znać swoją własną wiarę naprawdę nie trzeba być zniewieściałym. I można być zdrowym i normalnym facetem, czytając encykliki ;) 'Fides et ratio' nie zaszkodzi, a 'Familiaris consortio...' nawet pomoże :D :P:P
Ja nie powiedziałem, że wiara prowadzi do zniewieścienia. Lektura encyklik też nie. Tylko, że nie spotkałem mężczyzny, który sam od siebie do takich rzeczy zagląda. Dopiero przykład drugiego mężczyzny, który jest facetem z krwi i kości i do tego jest wierzący może być pociągający i dać potrzebne świadectwo.
Swojego czasu John Eldredge napisał: "Kościół mówi facetom, aby nie przeklinali, nie pili alkoholu i nie palili papierosów, czyli nie roblili tego wszystkiego co czyni z nich mężczyzn"
Tak wrzucam dla prowokacji.
To ja dorzucę fragent "Podróży pragnień":
Coś w tym jest moim zdaniem
Tak.... to jest najprostszy sposób żeby wyzamiatać chrześcijan, i w innym miejscu autor jako odpowiedź na pytanie jaki jest dzisiaj chrześciajanin odpowiada: "zmęczony". Jesteśmy zbyt zmęczeni, żeby zyć z pasją.
Problem znamy od dawna, może poszukamy jakiś nowych rozwiązań ?
Pastor co proponujesz?
Mamy zmęczonego faceta, który jest zalatany jak chomik na karuzeli, do tego nauczony jest działać solo. Co mu zaproponujemy?
i faceta który nie jest zalatany jak chomik i tez nauczony jest latac sam co masz dla niego?????
Krzysztof
Hmmm..... nie jestem specem ekspertem, ale zauważyłem w swoim życiu jedną prawidłowość. Serce człowieka zyje swoim życiem, niezbyt zależnym od naszej woli. Jeśli nie nadążamy za tym, lub udajemy, że nie słyszymy tego co dzieje się w nas, zwyczajnie tracimy życie.
Może wy macie jakieś pomysły, możemy se połamać głowę, temat wracał już wielokrotnie, można by się pokusić o zebranie dotychczasowych wyników badań.
może warto podjąc dalej ten temat. W Goścciu Niedzielnym jest artykuł:
O mężczyznach w Kościele, a właściwie o ich braku. Jest to rozmowa z ks. Piotrem Pawlukiewiczem rprzeprowadzona przez ks. Tomasza Jaklewicza.
tytuł: " Gdzie te chłopy"
podaję tez linka
http://wiadomosci.onet.pl/1515921,240,1,gdzie_te_chlopy,kioskart.html
polecam. Dla mnie bardzo duzo słusznych uwag i stwierdzeń.
Krzysztof
Czytałem ten tekst. Bardzo ciekawy. Najbardziej do myślenia dały mi te teksty:
Mężczyzna natomiast tęskni za wielkością i panowaniem. I wbrew pozorom, nie jest to złe. A jeśli każe mu się stać godzinę w kościele ze złożonymi rękami i śpiewać wzruszające niekiedy pieśni, to nie realizuje tego pragnienia swego serca. Dlatego woli doskonalić swój komputer, oglądać mecze czy przechwalać się swoimi osiągnięciami na spotkaniu z kolegami przy piwie. Ja wiem, że panowie są aktywni w liturgii, ale proporcje są mniej więcej takie, że kilku śpiewa w chórze, kilku służy do Mszy, a ogromna większość stoi bez ruchu przez całą liturgię.
oraz
Murrow pisze, że zapraszając mężczyzn do Kościoła, powinniśmy zadawać im pytanie: "czy ty się nadajesz, żeby być chrześcijaninem?". A nie tylko: "przyjdź, zapraszamy, czekamy". Zaproszenie do "męskiej" wiary powinno być w takim stylu, w jakim kiedyś pewien naukowiec zapraszał ochotników na wyprawę na biegun północny. Dał do gazety takie ogłoszenie: "Mężczyźni jako ochotnicy poszukiwani na niebezpieczną wyprawę. Niskie płace. Nieludzkie zimno, miesiące w ciemności, szczęśliwy powrót wątpliwy, możliwość zdobycia sławy i uznania, jeśli wyprawa się powiedzie". Zgłosiło się 5 tysięcy mężczyzn. Chrześcijaństwo jest wyzwaniem, walką. Trzeba pokazywać Chrystusa jako mocnego mężczyznę, także inne postacie biblijne, jak prorocy czy król Dawid. Chrześcijaństwo jest bitwą. Nie na pięści, lecz duchową walką z siłami ciemności. Jeśli tak zaczynamy mówić, to wielu panów nagle odkrywa wiarę z zupełnie innej strony.
ps. Admin. Może dałoby się jakoś ulatwić cytowanie tekstów i dać tok postępowania po Polsku?
Znalazłem ciekawy artykół dotyczący obecności męzczyzn w Kościele. http://www.piotrskarga.pl/ps,1946,2,0,1,I,informacje.html Mnie spodobały się zwłaszcza te słowa:
Na zadane przez siebie pytanie: „co zrobić, żeby mężczyźni z powrotem znaleźli swoje miejsce w Kościele, odpowiadające ich męskiej osobowości?”, metropolita poznański odparł, że „trzeba na nowo postawić przed nimi wyzwanie, jakie stawia przed nimi Chrystus: muszą być sobą”. – Mężczyźni będą chcieli się przyłączyć do Kościoła tylko wtedy, kiedy Kościół przestanie zajmować się sobą, kiedy zacznie zajmować się zmienianiem świata. Bo taki był początek Ewangelii – stwierdził wiceprzewodniczący Episkopatu.