Nie jesteś sam. W tym co mówisz cos jest!!!
Łatwo było głosić Jezusa w Głogowie, po Pawle; rozmawiać o Jezusie w trakcie ewangelizacji Bytomia a jak będzie w Zabrzu????
Czy potrafię zjechać 2 piętra niżej, zapukać do sąsiada i powiedzieć mu DOBRĄ NOWINĘ
o Jezusie?
Nie!!!! Dzisiaj nie!!! Nie potrafię!!!
Dlaczego??? Wstydzę się? Boje się? Wyśmieją mnie?
A może moje życie, postępowanie, myślenie nie zawsze jest takie „super”, takie chrześcijańskie?
Może ktoś, kto mnie zna powie facet, o czym ty mówisz, zobacz na siebie, zobacz na swoje postępowanie, swoje życie.
Czy nie boje się właśnie tego?
Ale jest jeszcze inny aspekt, czego chcę „ja” a czego oczekuje Bóg.
Może na dzisiaj jeszcze nie jestem na tyle „gotowy”, może by mnie to zniszczyło? zabiło?
Kiedyś nie potrafiłem w ogóle rozmawiać o Jezusie, w domu, szkole, rodzinie, pracy.
A dziś?
Rozmawiam, w domu, z bliższą i dalszą rodziną, ze znajomymi, podejmuje rozmowę w pracy, w środowisku, w którym się obracam. Oczywiście nie potrafię jeszcze w każdej chwili i ze wszystkimi. Nie zawsze umiem się przeciwstawić, odezwać. Czasami łatwiej jest milczeć, wyjść, zniknąć, schować się, ale wierzę, że i to Bóg zmieni.
ON nie obiecywał, że będzie łatwo a wręcz ostrzegał !!!!!
Nie wyobrażałem sobie kiedyś, że mógłbym stanąć przed ludźmi zgromadzonymi w Kościele na Eucharystii i przeczytać Słowo Boże a jednak to robię!!!! Chwała Panu!!!
Wiem, że Bóg stopniuje, sprawdza i daje tyle ile jestem w stanie na dziś udźwignąć. Ale nie mogę stać w miejscu, muszę wzrastać.
Teraz chcę być w Bytomiu, na rynku. Owszem boję się, ale ON zabiera strach!!!
Jest szansa, na pewno nie jak u Ciebie 100%, że zostanę rozpoznany, zaszufladkowany no i co? A może właśnie o to chodzi??? Może to jest potrzebne do dalszego wzrostu??
I mam jeszcze jedno pragnienie na dziś: stanąć i poprowadzić modlitwę, wspólnotową i wiem, że tak się stanie. Na razie próbuję, grupka dzielenia. Nie bardzo poszło mi prowadzenie modlitwy na „Pawle” ale wiem, że to nie „Ja” mam być zadowolony. A wszystko ma swój czas.
Krzysztof
Zbliża się ewangelizacja Bytomia. Tak mnie naszła pewna refleksja. Właściwie to pytanie, trochę do siebie (bo sam muszę sobie na nie odpowiedzieć), a trochę do każdego, kto to przeczyta.
Zauważyłem, że mam opory żeby iśc na ten bytomski Rynek i swoją obecnością i słowem zapewne zaświadczyc o tym, że wierzę w Jezusa. Dlaczego nie miałem takich oporów przed głoszeniem jadąc na Przystanek Jezus? Dlaczego tak trudno jest świadczyć tam, gdzie jest niemal 100% szansa że zostanę rozpoznany, a dlaczego łatwo świadczyć tam, gdzie jestem w miarę anonimowy? Czy Jezus jest powodem do wstydu przed ludźmi? Myślę, że nie. Myślę, że jst chlubą. Wiec skąd ten opór? To kwestia którą musze sobie przemyśleć
myslę też że nie tylko ja mam takie dylematy...