Pan Bóg działał jak zwykle niesamowicie. Podobnie jak Domi byłam zszokowana miejscami otwrtoscią tych młodych ludzi na to co sie działo i na to co chcieliśmy im przekazać, ze o Bozym działaniu nie wspomnę. Rewelacyjnie.Polecam wszystkim udział i zaangażowanie w to dzieło(he he), bo naprawdę odswieżyłam swoje patrzenie na kilka spraw. Ech, wiara rosła!
Pięknie.Zgadzam się z Domi.Dawali czadu, zaskakiwali w pełnej lini... Co tu kryc maja potencjał.Bierzcie się za nich!!!!
(...) "przymusowy" (...)
(...) A to bardzo ważne, bo są w takim wieku, kiedy bardzo łatwo wpaść w wiele pułapek.
W rzeczy samej, co bardziej wrażliwe jednostki mogą mieć zrąbaną psychikę po religijnej indoktrynacji w młodości na dłuuugi czas.
Polecam np. rozdział dziewiąty ("DZIECIŃSTWO, MOLESTOWANIE I UCIECZKA OD RELIGII") z książki "Bóg urojony" Richarda Dawkinsa. (Całą książkę można znaleźć w Internecie za friko, jeśli się dobrze poszuka; można np. wpisać tytuł, autora i dodać "rapidshare" w wyszukiwarce...)
Obszerny fragment o "religijnym molestowaniu" i jego skutkach tutaj (przewiń stronę na dół i wybierz link "DOWNLOAD"; plik w formacie .pdf, więc wymaga zainstalowanego programu do otwierania tego formatu).
----
Równie bardzo "zrąbaną psychikę", jak to trafnie określiłeś, mają owe co bardziej wrażliwe jednostki, gdy zostawi ich się samopas. O niczym wam nie powiemy, przed niczym nie będziemy przestrzegać.. co tam.. wynajdujcie sobie jeszcze raz koło. Stracicie pół życia na szukanie czegoś, co ktoś mógł przedstawić w ciągu weekendu.
Do wiary nikt Cię nie zmusi. Co więcej, nawet gdyby ktokolwiek chciał Cię do niej zmuszać, to jedyne co może osiągnąć to pozór wiary, pewnego rodzaju przykrywkę pobożności typu "a dajcie mi święty spokój, będę to robił, to przynajmniej się odczepicie".
Jedyne co my możemy robić ze swojej strony, to dawać możliwość odnalezienia Boga, spotkania z Nim. Czasem przybiera to formę "przymusowego wyjazdu", ale z prostego powodu - często ludzie tak są już negatywnie nastawieni przez innych (czasem rodzice, którzy kiedyś się sparzyli i się wycofali; czasem koledzy, bo to przecież taka siara; czasem nieznajomi.. bo przecież niby wierzący a takiego wała mi wykręcił, to po co to wszystko?), że nawet nie chcą spróbować.. po czym wiele osób jest zszokowanych, gdy już uda im się spotkać żywego Boga, mimo że początkowo mieli to w nosie.
Poza tym podstawowa sprawa - tego typu wyjazdy (w formie "przymusu") są dla ludzi, którzy określają się mianem wierzących i czegoś od Kościoła oczekują, a nie dla wszystkich zamieszkujących na terenie danej diecezji. Jak najbardziej są też różne inicjatywy dla chętnych, którzy sami szukają czegoś więcej, ale wtedy forma jest zupełnie dobrowolna.
Oburzanie się na "religijną indoktrynację w młodości" szczególnie przed Bierzmowaniem, to trochę (mniej lub bardziej) jak oburzanie się na kurs i egzaminy na prawo jazdy.. bo ja chcę prowadzić samochód, a oni mi każą słuchać jakichś wykładów, nakłaniają do wsiadania do L-ki, prób na placyku... no totalna porażka, jak oni tak mogą?! A sprawa jest prosta - chcesz coś osiągnąć, to przechodzisz drogę przygotowań prowadzącą do tego celu. Oburzać się można jedynie na mniej lub bardziej kompetentny sposób organizowania przedsięwzięcia i każdy chyba wie, że z tym bywa różnie.. cóż, do Kościoła przynależą ludzie, a każdy człowiek ma swoje "zady i walety" i czasem mimo wielkich starań wychodzi mu średnio. Oczywiście jeżeli coś nam nie pasuje, to dużo łatwiej jest sprawę całkowicie odpuścić niż zadać sobie trud poszukania takich liderów, czy organizatorów "czegoś", którzy będą nam odpowiadać. Przy czym kolejne zastrzeżenie... znalezienie sobie organizatora, który (może dalej w kontekście prawa jazdy) powie, że teorię można olać, a elementy sterowania samochodu możemy sobie wciskać, kręcić itp jak tylko nam się podoba, byle zawsze dawało nam to radość i było łatwe, szybkie i przyjemne, raczej rzadko doprowadzi nas do celu, który chcielibyśmy osiągnąć.
Dzięki wielkie Irek! Dokładnie. Nic dodac, nic ując.
A Tobie, nasz Drogi "A" życzę z całego serca przeżycia przygody na miarę tej, którą dziś w Kościele świętujemy
W dniach 20-22.03.2009 dostąpiłam ogromnego zaszczytu pracowania w szeregach białej grupy prowadzącej Rekolekcje Środowiska dla młodzieży. To dalszy etap programu "Młodzi na progu", którego podstawą są obowiązkowe spotkania w małych grupach przed Bierzmowaniem, i powiedzmy, że "przymusowy" wyjazd na weekendowe rekolekcje, na których staramy się pokazać małolatom, że Jezus jest konkretną Osobę i można Go spotkać :) Robota to niełatwa, nieraz bywa naprawdę "dziko".
R. Środowiska to już sprawa bardziej zaawansowana, dla tych, którzy chcą iść dalej. Dotychczas odbył siętylko jeden turnus dwa lata temu, w którym uczestniczyło aż 10 osób, później chętnych zabrakło. Ale przyszła reaktywacja - właśnie odbył się drugi marcowy turnus, za miesiąc kolejny. Kilka razyszczęka opadła mi w dół ze zdumienia nad otwartością i twórczością tych ludzi. I przede wszystkim tęsknotą za Jezusem. Naprawdę niewiele trzeba było, żeby poczuli się wyjątkowi i docenieni. A to bardzo ważne, bo są w takim wieku, kiedy bardzo łatwo wpaść w wiele pułapek.