Biblijne Kobiety z SNE

Zwykle piszę o Biblijnych Kobietach, czyli postaciach, które możemy znaleźć na kartach Pisma Świętego. Teraz jednak chcę Ci Czytelniku przedstawić Kobiety Biblijne, które znałam osobiście. Zapytasz „jak to?” „Czy to możliwe?”

Tak, to możliwe. Nie znajdziemy ich co prawda na kartach Pisma Świętego, bo to Kobiety, które żyły tu i teraz pośród wielu z nas. Dlaczego więc daję im przydomek Kobiet Biblijnych? Jeśli przyjmiemy, że ktoś kto żyje Ewangelią na co dzień, czasem z trudem, ale wciela w swoje życie zasady Boże i dokonuje wg świata niepopularnych wyborów czy decyzji, stając się tym samym troszkę dziwakiem w oczach wielu, to TE Kobiety zasługują na ten przydomek. Czy to znaczy, że były bez grzechu? Że były święte? One miały świadomość swej grzeszności i podejmowały trud nieustannego nawracania się. Chciały być w bliskiej relacji z Bogiem i robiły wszystko co w danej chwili mogły zrobić, by ten dystans się skracał, by lepiej słyszały głos Dobrego Pasterza, by być bardziej podanymi na prowadzenie Ducha Świętego. 

Ich życie nie było usłane kwiatami. Każda z nich doświadczyła bardzo trudnych sytuacji w swoim życiu. Ich historie w wielu momentach są podobne, choć nie takie same. Choroba, bolesne historie życiowe czasem ciągnące się latami, wiele wylanych łez i zanoszonych modlitw. Nie poddawały się ani w życiu ani w wierze. Miały swoje ciężkie chwile, zaliczały doły i doświadczały lęku. Nie były inne od pozostałych. Zwykłe kobiety jakich wiele w świecie. Co w takim razie je łączy? 

Po pierwsze – miłość do Boga

Po drugie – miłość do człowieka

Po trzecie – ilekroć upadły to powstały

Po czwarte – chciały i żyły wg Bożych zasad

Po piąte – były w naszej wspólnocie SNE i nie obca była im służba

Może i Ty Czytelniku znasz je, rozmawiałeś z nimi, piłeś kawę, ewangelizowałeś, modliłeś się z nimi? 

Dlaczego to piszę? Dlaczego spośród wszystkich kobiet, które są w SNE, chcę dziś napisać o kilku? Wyjaśnię.

To grono w poniedziałek powiększyło się o kolejną Biblijną Kobietę, która weszła w inną przestrzeń życia. Ufam, że jest w ramionach Ojca i Jego Miłosierdzie otula ją i pozostałe kobiety. Ufam, że to sam Bóg, porusza moje serce do tego, żeby je przypomnieć, pokazać. Wspominam je również dlatego, że z niektórymi byłam w bardzo bliskiej relacji i po ludzku bardzo, bardzo za nimi tęsknię. Jeszcze nie dane mi było wszystkie opłakać, bo czas pędzi, bo to takie świeże. Chcesz je poznać Czytelniku? Nie opiszę ich życiorysu, nie mam do tego prawa. Nie odsłonię całej ich historii, ale pokaże Ci kilka „perełek”, może po to, żeby ucieszyć Cię nimi? Albo, żebyś mógł „coś” wziąć do siebie? A może jeszcze inna refleksja zrodzi się w Tobie?

Iwona

Bliscy mówili do niej Isia. Nigdy nie znałam drugiej tak radosnej i uśmiechniętej osoby. Zawsze gotowa do pomocy, z otwartym sercem na ludzi i ich potrzeby. Służyła więcej niż (po ludzku patrząc), powinna była. Nie oszczędzała się. Chciała i żyła, tak jakby była w pełni sił i zdrowia. Nie była. Głosiła Ewangelię i żyła nią. To było niezwykłe doświadczenie, bo nie miało się przekonania, że to ktoś bardzo wyjątkowy. Zwyczajna kobieta, żona, córka, siostra, przyjaciółka. Potrafiła nauczaniem i swoim świadectwem zapalić innych a śmiechem zarazić ponuraka. Znała swoje słabe strony jak mało kto. Pomimo to wiedziała, że Bóg dał jej swoje dary, by nimi służyła. Szukała Boga w Piśmie Świętym, sakramentach i … w codzienności. Patrząc na nią, uczyłam się jak wychodzić z trudności z Panem za rękę, jak nie poddawać się i nie tracić nadziei. Weszła do mego serca w miejsce siostry, której nigdy nie miałam. Jestem Ci Boże bardzo wdzięczna za Isię i wciąż tęsknię za jej śmiechem, ciepłem i obecnością.

Bogusia

Poznałam ją kiedy prosiła o modlitwę. Wydawała się taka zwyczajna, prosta i jakby troszkę wycofana. Nie chciała swoją osobą sprawiać zamieszania. Trzeba było ją przekonywać, że ma prawo prosić o modlitwę i to nie kłopot. Wiele się dokonywało w jej życiu. Czas choroby przynosił zaskakujące lekarzy zmiany, których nikt z nich się nie spodziewał. Działy się cuda, modlitwa trwała i przynosiła owoce. Jednym z nich było nowe życie i to dosłownie rozumiane. Nie wahała się, choć znała konsekwencje, których przed nią nie ukrywano. W dzisiejszym świecie nastawionym na siebie, Bogusia całkiem dosłownie dała siebie i swoje życie, by nowe życie się narodziło. Boże, bądź pochwalony w jej świadectwie.

Irena

Mało ją znałam, była z filii SNE. Oczywiście poznałam ją przez modlitwę. To co uderzało w niej, to podejście do służby. Odkryła swoje obdarowanie i nie wahała się nim służyć. Prostota i oddanie w służbie, tam gdzie nie ma nadmiaru chętnych, ścisku, tłoku ale jest wyraźna potrzeba. Ona w to wchodziła, zwyczajnie i z oddaniem. 

Grażyna

Była zaangażowana w jednej z filii SNE. Pamiętam jej zaskoczenie, kiedy poprosiłam ją, by została animatorem grupki na Źródłach Wiary. Uważała, że nie jest gotowa. Reakcja taka zwyczajna jak u wielu. Tylko, że ona nie targowała się, nie chowała za innych, ale odpowiedziała na potrzebę. Bóg wiedział, że była gotowa, by wziąć Go za rękę i pozwolić się poprowadzić. Przecież to On uzdalnia powołanych. Uwierzyła i służyła. W chorobie niezwykle dzielna i niesamowicie oddana Bogu, rodzinie, wspólnocie. Walczyła i wygrywała. Kiedy przyszedł czas,  była gotowa, przygotowana, by znów wziąć Pana za rękę i pójść za Nim. Jej przygotowanie się do odejścia wprawiło wszystkich w zdumienie. Nie zapomniała o nikim. Rodzina, choć opłakiwała jej brak, zdumiewała się tym, co towarzyszyło jej przejściu. Można powiedzieć, pilna uczennica Pana. Odeszła z zeszytem formacyjnym. 

Gosia

Wielu ją znało. Walka o nią trwała długo i pewnie Czytelnik mógł zobaczyć czy usłyszeć jej świadectwa. Pierwsza walka wygrana. Ale czy na pewno pierwsza? Myślę, że nie, bo Gosia wiele lat staczała bitwy na różnych frontach i w Imię Pana je wygrywała. Czy przychodziło jej to lekko? Absolutnie nie. Gosia nie była zwykłym zawodnikiem. Rozsmakowywała się w Słowie Bożym, po to, by Nim żyć w codzienności. Jeśli tak żyjesz Czytelniku to wiesz, że to nie bułka z masłem. Czasem wchodzi się niczym między wilki, które chcą pożreć. Gosia umiała przywdziewać pełną zbroję Bożą i korzystać z mocy i siły jaką daje Pan w Duchu Świętym. Na grupkach zawsze przygotowana, w służbie oddana w pełni. Nie kolekcjonowała wymówek, ale zaskakiwała nas swoją determinacją i poświęceniem. Po pracy przez wiele lat przyjeżdżała pociągiem do Gliwic na piątkowe spotkania i nierzadko tak samo wracała do domu do Sosnowca. Zawstydzała nas tym bez słów, kiedy rodziły się pokusy odpuszczenia sobie. To była moc świadectwa, a przy tym troska o drugiego człowieka i o Boże Królestwo stawały się motywacją do służby.

Terenia

Jeszcze nie do końca do mnie dociera jej odejście. Jeszcze jej nie opłakałam. Wiele lat wspólnego pochylania się nad Słowem Bożym, nad tym jak Je wcielać w życie. Chyba najbardziej łączy ludzi wspólna służba. Daje wzajemne poznanie siebie. My miałyśmy do tego sporo okazji. Wiele było też poważnych rozmów na trudne tematy. Kiedy czasem pytałam, czy o coś trudnego się nie poraniła, albo nie obraziła, mówiła – „ przecież mnie znasz.”.  Terenia miała w sercu modlitwę. Chyba nie przesadzę jeśli powiem, że była kobietą modlitwy. Obdarowana darem nauczania, kiedy jej praca pozwalała, jeździła na kursy i głosiła. Zapytasz, czy jej życie było jak z płatka? Wybacz Czytelniku, ale nasuwa mi się kwieciste powiedzenie „koń by się uśmiał słysząc to”. Tak jak koń ciągnie pod górkę z trudem i mozołem, ale wytrwale, tak Terenia ciągnęła swoje życie. Dzień po dniu, rok po roku, walczyła o siebie, o swoją rodzinę, o codzienność. Twarda babka? O tak! Potrafiła pokłócić się z Bogiem. Potrafiła też ukorzyć przed Nim swoje serce. Kiedyś zapytałam ją jaką ostatnio przeczytała książkę, którą by chciała polecić? Usłyszałam: „wiesz, że kocham czytać i wiele książek przeczytałam, ale teraz doszłam do wniosku, że tylko jedna jest godna polecenia, to Biblia.” Trzeba wierzyć i ufać bo inaczej to nic nie ma sensu. Tak mówiła i tak żyła. 

Biblijne Kobiety z naszej Szkoły Nowej Ewangelizacji. Czy idealne? Idealny jest tylko Bóg i one to wiedziały. Dlatego każdego dnia chciały wciąż od nowa się nawracać. Były pośród nas, prawdziwe, realne i zwykłe choć NIEZWYKŁE. Zapytasz Czytelniku, dlaczego Bóg ich nie uzdrowił? A skąd mam to wiedzieć? Bóg jest Bogiem i nie ogarniemy Go naszym umysłem. Wiele osób poprzez modlitwę niektórych z nich, doświadczyło uzdrowienia w różnych przestrzeniach. Wiele osób może nabrać nadziei patrząc na ich świadectwo życia. Wszyscy żyjemy po to, by żyć w wieczność w bliskości z Bogiem. Ufam, że one już zachwycają się pięknem, dobrocią i miłością Boga. Czy to znaczy, że teraz już nie ma sensu modlić się o uzdrowienie? Zapytam, a czy jest sens oddychać? Wiara i zaufanie, oczekiwanie i modlitwa są jak codzienny oddech. Nie warto się zastanawiać czy warto, tylko trzeba to robić. Te bliskie i znane nam nasze wspólnotowe Biblijne Kobiety nie poprzestaną się wstawiać za nami. Niech Bóg będzie uwielbiony w nich i ich świadectwie życia. Tak zwyczajnie, dziękuję Ci Panie, że postawiłeś je na mojej drodze.  

Dobre Wino
Katalina

Zachowawcza nadzieja

Według autorów książki „Granice w randkowaniu” zachowawcza nadzieja to „stan, w którym żywimy nadzieję na to, że sprawy jakoś się ułożą, i w ten sposób

Czytaj całość »