BÓG OBJAWIA SIĘ PROSTAKOM, czyli o tym, jak nie wylewać Ewangelii z kąpielą Kościoła

W „Listach starego diabła do młodego” (książka C.S. Lewis) jest taka konwersacja, która zapadła mi w pamięci mocno. Stary i doświadczony diabeł tłumaczy młodemu niedoświadczonego w fachu, że ludzie nie są zbyt lotni i bardzo naiwni. Żeby odciągnąć ich od Boga i od wspólnoty Kościoła, wystarczy kilka drobnych trików, które zawsze działają tak samo dobrze. Nic szczególnego. Wystarczy, że skusi jakąś starą babcię do krzywych spojrzeń w kościele, jakąś inną dewotkę do plotek po nabożeństwie, zazwyczaj nie trzeba wielkich rzeczy, żeby wielu bardziej pobożnych wykurzyć ze wspólnoty w trybie ekspresowym. Bo ludzie bardzo szybko zgorszeni grzechem innych, oziębną i odejdą od wiary i jej praktykowania, od karmienia się Dobrem Najwyższym, bo nie będą przecież w takiej hipokryzji brać udziału.

Trudna prawda o Kościele jest taka, że Bóg tajemnice Królestwa Bożego objawił prostaczkom, a zakrył przed mądrymi i roztropnymi. I widzimy to gołym okiem. 

Pamiętam taką sytuację, gdy mieliśmy okazję poznać kilku z bardziej znanych ewangelizatorów w Polsce. Każde z nich ma absolutnie ogromne audytorium i duży impakt. Przy bliższym poznaniu nie dało się ukryć, że nie tylko brak im podstawowej ogłady osobistej, to jeszcze mają ogromny problem ze zwykłymi relacjami międzyludzkimi. Taki wiecie, typ odrzucającej osoby, totalnego „prostaka i gbura niechętnego do podstawowych interakcji międzyludzkich. I są to ludzie, mający naprawdę wielką służbę w Kościele. 

To co się dzieje po zderzeniu z takimi osobami co jest szybkim procesem. Pierwszy pojawia się w szok, później za nim idzie uczucie zgorszenia, a zaraz za nim podąża myśl… co to za wiara, jeśli reprezentują ją ludzie o tak sprzecznym z moim wyobrażeniem osoby wierzącej obrazem. 

Potem już szybka droga do tego, aby się odizolować, oddzielić od takich ludzi i tego co robią. Żeby się zgorszyć postawą „ich hipokryzji. Jesteśmy „zbyt sprawiedliwi żeby brać w czymś takim udział, prawda? Zbyt mądrzy i zbyt roztropni, żeby utożsamiano nas z takimi ludźmi. To nie są nasze wartości. Więc dochodzimy. Najpierw od modlitwy. Luzują się morale. „Przecież Bóg jest wszędzie i ta myśl, choć dość prawdziwa, odsuwa nas dalej od brzegu wiary, bo nie mówi nam, że Bóg jest co prawda wszędzie, ale nie wszędzie tak samo. Od odejścia od Kościoła najpewniej dzieli nas już tylko kilka skandali, zasłyszanych lub przeczytanych albo kilka sytuacji, gdzie ktoś nam podważy sens naszych wartości i nie będziemy umieli odeprzeć zarzutów brakiem wiedzy. I Chrystus zostaje przelicytowany, jeśli nie w odejściu od instytucji, to już najpewniej w odejściu od Niego w sercu. 

Jak to jest, że Bóg, największy Skarb, oddał się w ręce pogan? I to dosłownie. Dał się urodzić w nieatrakcyjnej, śmierdzącej obornikiem stajni miedzy baranami, a zabić dał się pijakom i szydercom w miejscu zarezerwowanym dla najgorszych przestępców. 

Tajemnica Boga polega na tym, że On się nie gorszy. Że Jemu nie przeszkadza być doskonałym Bogiem pośród gnoju i grzechu, który jest w nas. A my się gorszymy, choć źli jesteśmy… I oddzielamy się, odchodziły zgorszeni z zatkanym nosem, bo nie chcemy mieć z tym, co zobaczyliśmy nic wspólnego i jakbyśmy byli lepsi… (Sic!) Od Boga samego.

„Biada tobie, Korozain! Biada tobie, Betsaido!… A Ty Kafarnaum, czy aż do nieba masz być wyniesione? Biada mi – Izie, biada Tobie Waldku, Basiu, Krzysztofie… Biada nam jeśli obok nas Jezus działa, mówi i przez tych, których znamy aż za dobrze, którzy jak Ci z wiosek dzieciństwa Jezusa widzieli go jak się wkurzał, jak czegoś nie potrafił jak był ograniczany swoim człowieczeństwem i nie uwierzyli w Niego, bo znali Jego słabości. „I nie mógł uczynić żadnego cudu, bo nie wierzyli w Niego… jeden z najtragiczniejszych momentów w Biblii. Bóg nie mógł uczynić cudu BO NIE WIERZYLI W NIEGO. Bóg czegoś nie mógł. Bo uznali Go za poznanego, za zbyt słabego, oczekiwali kogoś doskonalszego, czekali na większe znaki, na to, że ich tak przekona, aż z butów ich wysadzi, bo przecież ich akurat „byle cudzikiem nie kupi. Nie są tak naiwni jak te babcie w kościele.  No, jak ich wysadzić z tych butów z wrażenia – wtedy uwierzą.

Ileż to razy ja nie wzięłam pod uwagę czyjejś rady, naprawdę dobrej, tylko dlatego, że ten ktoś w moich oczach był kimś, kim gardziłam? Ile razy nie poszliśmy na wspólnotę czy do kościoła, bo tam tyle hipokryzji i gburowaty lider czy ksiądz złodziej? Ile razy pozbawiliśmy się dobra, bo ten czy tamta mieli irytujący sposób mówienia, bo byli zbyt odjechał w charyzmaty, albo zbyt sztywni, zbyt Tradycjonalistyczni, albo mówiła to moja Babcia co słucha Rydzyka, a przecież nie będę słuchać tej, co wszędzie widzi szatana, lub rodzic, którego znam z naprawdę podłej strony?

Wszystko należy badać, nic nie jest tak oczywiste jak się widzi na pierwszy rzut oka. Tam gdzie zostało posiane dobre zboże, przyszedł w nocy nieprzyjaciel i zasiał chwasty. W Słowie Bożym aniołowie pytają Boga, czy mają wyrwać te chwasty i oczyścić pole. A Bóg, dobry gospodarz, mówi – nie, zostawcie, żeby chwasty podczas wyrywania nie wydarły i zboża. I my nie wyrywajmy dobra tylko dlatego, że widzimy jak oplata się wokół niego chwast grzechu. Nie bądźmy jak faryzeusze, którzy najbardziej dbali o to, żeby się nie zbrukać z kimś, kogo uznali za nieczystego. Nie jest to zachęta do tego, aby chwast nazywać dobrem, aby to co w nas ludziach złe nazywać skarbem. Nie. 

To, do czego zachęca nas Słowo Boże, to żeby nie wylewać dziecka z kąpielą. Żeby nie pozbawiać się skarbu Ewangelii i przebywania z Bogiem, bo Kościół jest słabą wizytówką. Ja sama jestem fatalną wizytówką Boga, kto mnie zna, ten wie, że wiele we mnie zmagania, niedomagań i konkretnych dziwnych zachowań. Jestem fatalnym ambasadorem Boga, lecz spodobało się Bogu w tym co jest głupstwem tego świata, ukryć prawdy doskonałe i Siebie Samego. Nie każda moja myśl jest natchniona, jak nie każdy ptak w Biblii to Duch Święty…Jednak mądrość tego świata dana została ludziom prostym w sercu, bo ważniejsze od tego jak umiemy z ludźmi przebywać jest to, jak żyjemy sam na sam z Bogiem w sercu – dla wielu mądrych jest to gorszące. Jeśli masz odwagę nie zgorszyć się życiem i zachowaniem tych, którzy podejmują trud głoszenia Ewangelii, jesteś bardzo blisko Królestwa Bożego i samej tajemnicy Boga. Niezbyt to szeroka i popularna droga, ale właściwa. Nie zrażaj się, że jest tak niewygodna.

Keep going!