I obiecuję ci, że nie spocznę, dopóki nie wypełnię Swojej obietnicy – cz. 2

Już wiemy, że w Bogu wszystkie obietnice są na „tak” i że On współdziała we wszystkim dla dobra tych, którzy Go miłują. Dlatego, jeżeli nie widzisz jeszcze w swoim życiu owoców osobistej modlitwy i nie doświadczasz cudu wypełnienia się Bożych obietnic, to znaczy, że Jego łaska wciąż jest w drodze i jej wypełnienie niechybnie nastąpi. A zatem trzeba trwać w ufności i nadziei, że Bóg o nas pamięta. 

Czy jednak czekanie, zaufanie i nadzieja są wystarczające, aby oglądać Boże dzieła w naszym życiu? Otóż nie.

Moja droga dochodzenia do Bożych obietnic i czas oczekiwania na ich wypełnienie bywały i są dla mnie źródłem wielu doświadczeń, z biegiem lat coraz częściej bardzo bolesnych i trudnych, cenną lekcją życia o sobie i innych ludziach. Droga ta jest okazją do wyciągania wniosków i odkrywania odpowiedzi Boga na wiele pytań, które mnie nurtowały i nurtują w tym aspekcie. 

Kiedy Bóg złożył mi swoje obietnice, wskazując na konkretne sprawy w moim życiu, moje serce było przepełnione radością i nadzieją, której, jak wierzyłam, nic nie przygasi i nie zniszczy. I że szczęście jest tuż obok, nieopodal. Tymczasem życie pokazało, że jest to droga przez ciernie i chwasty, droga wymagająca od nas zaparcia się siebie i ciężkiej pracy nad sobą. Można by rzec, „bez pracy nie ma kołaczy”.

Każdy z nas podąża własną drogą, a więc i każdy z nas w innym czasie i tempie doświadczy realizacji Bożych obietnic w swoim życiu. Z różnych powodów, których nie wolno nikomu z nas oceniać i krytykować, Boże słowo wypełnia się w jego życiu w różnym czasie. To jest jeden z zapalnych punktów, które mogą w nas rodzić frustrację, że coś dzieje się w naszym życiu za późno, zbyt późno w porównaniu do sytuacji innych ludzi. A to pierwszy krok do zachwiania się w wierze i uznania, że Boży plan na nasze życie jest nieskuteczny i niesprawiedliwy, że inni mają lepiej, żyją w większym błogosławieństwie niż my. A to nie jest prawdą. 

Czego zatem trzeba, aby móc doświadczać Bożych dzieł i spełnionych obietnic na co dzień? 

Bóg pragnie całkowitego zaufania bez względu na to, co czujemy, widzimy, doświadczamy, a może raczej bez względu na to, czego nie odczuwamy, nie widzimy, nie doświadczamy. 

Bóg pragnie wdzięczności za cuda, również te małe, których już dokonał w naszym życiu, gdyż nasza wdzięczność pobudza Jego serce do jeszcze większego błogosławienia nam i otwiera nasze serce na przyjmowanie Jego łaski. 

Bóg pragnie, abyśmy już dziękowali Mu za to, co dla nas przygotował, co nam zapowiedział, bo to budzi naszą wiarę, a ta z kolei pobudza nas do działania i dostrzegania sposobności, w których On przychodzi z ratunkiem i szansą na zmianę sytuacji. 

Bóg pragnie, abyśmy Go uwielbiali w tym, czego jeszcze nie widzimy oczami, i ogłaszali na głos Jego obietnice, gdyż wtedy On może działać i posyłać swoich Aniołów, aby prostowali nasze drogi i wprowadzali nas na ścieżki wiodące nas tam, dokąd chcemy dotrzeć. Ogłaszanie na głos Bożych obietnic pozwala nam też uwierzyć na nowo w ich moc, w to, że one są prawdziwe. 

Bóg pragnie, abyśmy zaczęli cieszyć się czekaniem na to, o co się modlimy i o co Go prosimy. Tak, to nie jest łatwe, ale nasza radość pozwala nam być gotowym na Jego łaskę, otwiera nasze oczy, by mogły ją dostrzec. Potwierdza to Słowo Boże: 

„Raduj się w Panu, a On spełni pragnienia twego serca.” Ps 37,4 

Bóg pragnie, abyśmy cieszyli się codziennością i swoim życiem, nawet kiedy ono wydaje nam się niepełne, nie w pełni wartościowe, bo czujemy jakieś braki, nie mamy tego, co chcemy. Mamy cieszyć się z każdej chwili; nasze życie zawsze jest pełne i wartościowe. Jeżeli człowiek samotny, pragnący miłości i szczęścia w małżeństwie nie potrafi być szczęśliwy sam ze sobą myśląc, że tylko drugi człowiek może uczynić go w pełni szczęśliwym, to się myli. Jeżeli nie potrafimy być szczęśliwi sami ze sobą, nie będziemy też umieli być szczęśliwi z drugim człowiekiem. Trudna, ale niezbita prawda. 

Bóg pragnie, abyśmy żyli przede wszystkim dla Niego i z Nim, abyśmy nie rozpamiętywali całymi dniami swojego nieszczęścia, swoich braków i potrzeb. On je zna doskonale i chce je zaspokoić w 100%, a często nawet bardziej niż my sami tego chcemy. On pragnie, abyśmy byli wpatrzeni przede wszystkim w Niego i Jego wszechmoc, byli skupieni na służbie dla Niego i oddani Jego sprawom, a On zatroszczy się o resztę. Dał nam Swoje Słowo, mówiąc: 

Przecież Ojciec wasz niebieski wie, że tego wszystkiego potrzebujecie. Starajcie się naprzód o królestwo i o Jego sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane.” 

Mt 6, 32b-33

Bóg pragnie również działania z naszej strony w tych sytuacjach i miejscach, w których nas stawia. Ale też uznania, że okoliczności życia, które są naszym udziałem, są najlepsze i w sam raz do tego, aby Jego dzieła się objawiły, aby Jego łaska się wypełniła. Celnie obrazuje to zdanie „nie można czekać z decyzją, że czas być szczęśliwym do momentu, gdy życie nie jest już trudne”. Jeżeli uważasz, jak ja również myślałam niegdyś, że potrzebujesz innych warunków, że będziesz czekać na lepszą sytuację, na okoliczności, których ty chcesz, to możesz się nie doczekać, a po drodze tracić cenne okazje i szanse, zbiegi okoliczności, które są po to, aby skorzystać z możliwości, jakie ci oferują. Wszystko dzieje się po coś w naszym życiu: ludzie, sytuacje, które Bóg daje są tymi, w których On chce budować nasze życie i wypełniać swoją wolę wobec nas. 

Czy to wszystko jest proste? Nie. Do takich wniosków i lekcji doszłam po wielu latach, wielu trudach i doświadczeniach na drodze budowania z Bogiem życia opartego na Jego obietnicy. Popełniłam wiele błędów, za które ponoszę cenę i odczuwam skutki swoich decyzji, a często ich braku. Szczególnie ostatni rok mojego życia przyniósł mi wiele trudnych doświadczeń, ale też jednocześnie odpowiedzi w kwestii tego, co Bóg chce uczynić w moim życiu. Musiałam stanąć oko w oko z bolesną prawdą, stoczyć walkę o przebaczenie sobie swoich potknięć i nietrafnych decyzji, o przebaczenie innym, którzy stanęli na mojej drodze życia przyczyniając się do takiej, a nie innej sytuacji w moim oczekiwaniu na Boże działanie. Jednak choć było to trudne, to jednak w perspektywie czasu przyniosło oczyszczenie, pozwoliło mi na nowo odrodzić się, na nowo wejść na drogę zaufania Bogu i na nowo przyjąć do mojego życia nadzieję, że Bóg nikogo nie przekreśla, że nasze pomyłki, błędy, niewiara nie są dla Niego przeszkodą, i że On potrafi wyprowadzić dobro z najbardziej poplątanych ścieżek naszego życia. I że On jest światłością tam, gdzie my widzimy ciemność. 

Jeżeli masz jeszcze wątpliwości, to uwierz dziś, że Bóg jest stały w Swojej obietnicy. On pragnie zaprosić nas do uczestnictwa w cudach, które dla nas przygotował i których chce dokonywać w naszym życiu. On naprawdę chce nas błogosławić, obdarzać łaską i odpowiadać na nasze modlitwy. W Nim Jego słowo jest na TAK. Bóg jest Bogiem spełnionych obietnic. 

On dał mi takie słowo: „I obiecuję ci, że nie spocznę, dopóki nie wypełnię Swojej obietnicy, którą ci złożyłem”. Ja chcę zaufać Mu na nowo, że to prawda. A ty?

Dobre Wino
Marta

Oddzielająca szyba

Moim doświadczeniem duchowym ostatniego czasu jest gruba szklana ściana. Coś jak w niektórych limuzynach w amerykańskich filmach. Wbrew może pierwszym skojarzeniom to jest doświadczenie bardzo

Czytaj całość »
Dobre Wino
ks. Jarek

Sekwencja o Duchu Świętym

W tym roku  modliłem się w czasie nowenny (i zachęcałem innych) tekstem Sekwencji o Duchu Świętym. Modliłem się śpiewając, no bo wiadomo: „kto śpiewa…”. Ale

Czytaj całość »