SZKOŁA   NOWEJ   EWANGELIZACJI   JEZUSA   ZMARTWYCHWSTAŁEGO   GLIWICE

Oskarżenie o “paradygmat przebudzeniowy” rodem z dzikiego zachodu.

Wprowadzenie

Tytułem wstępu, chcę zaznaczyć, że od lat znam zarówno Michała Świderskiego jak i Sławka Zatwardnickiego, więc pozwolę sobie, nawet w polemice, pozostać na zwracaniu się po imieniu.

Sławek, wśród tropionych przez siebie niekatolickich idei, doszukał się u Michała „paradygmatu przebudzeniowego”. Jako przykład zacytował fragment jego wypowiedzi. Dla jasności i przejrzystości podaję tę wypowiedź w całości, by każdy mógł zobaczyć, co zrobił Sławek ze słowami Michała.

@@: Jak widzisz przyszłość waszej wspólnoty?

Myślę, że naszą drogą jest ewangelizacja na miarę Dziejów Apostolskich. Chcemy wychodzić do ludzi z taką wiarą i z taką Mocą, żeby nasze działania realnie zmieniały tysiące istnień ludzkich i wpływały na losy miasta, w którym żyjemy. Co najmniej miasta. To jest pierwszy odcinek naszej drogi, którego jesteśmy pewni. Drugim jest zatroszczenie się o tych ludzi, których przyciągniemy do Boga, formowanie ich i posyłanie do podobnej posługi. Jak tak dzisiaj patrzę na to, co robimy, to mogę powiedzieć, że na razie jesteśmy na początku drogi. Stawiamy na niej pierwsze kroki. Czuję, że nie wykorzystujemy jeszcze maksimum naszego potencjału ewangelizacji w Mocy. Odnoszę wrażenie, że nasze poczynania to dopiero wprawki do tego, co Bóg zamierza z nami zrobić.

W kontekście tego, co powiedziałem, mogę jakoś nakreślić wizję rozwoju wspólnoty. Może niektórym to się wyda nieco niestosowne, ale uważam, że naprawdę powinniśmy mieć realny wpływ na miejsca, w których żyjemy. Nie ma w tym żadnej impertynencji czy zadufania. Po prostu w dzisiejszych czasach trzeba myśleć o robieniu rzeczy wielkich, bo takie są potrzeby. Zresztą widzę, że Duch Święty tak nas prowadzi, wlewając w nasze serca takie pragnienie łączenia się. Mimo, że zawsze dużo mówiło się o jedności, nigdy wcześniej nie podejmowano realnych działań, by naprawdę być razem. Jestem w służbie od dwudziestu dwóch lat i wiem, że kiedyś wspólnoty nie odczuwały takiej potrzeby jednoczenia się. Każdy sobie rzepkę skrobał. Dziś łączymy się z innymi wspólnotami, nawet z „sieciami” wspólnot, w kolejce są kolejne. Nie mamy ambicji tworzenia czegoś wielkiego i robiącego wrażenie, po prostu taka jest potrzeba chwili. Widzimy, że Bóg powołuje nas do tak wielkich rzeczy, że po prostu musimy działać razem, bo dla pojedynczych wspólnot liczących nawet po pięćdziesiąt czy sto osób pewne wyzwania są zbyt duże. Żeby można było je podjąć, potrzebujemy wspólnego działania wielu mocnych wspólnot, potrzebujemy działań we wszystkich diecezjach, potrzebujemy przychylności wielu Biskupów.

  1. Czytanie ze zrozumieniem.

Co wyczytał z tego tekstu Sławek?

„Otóż stawiam tezę, że żyjemy jednak w innych czasach niż kilkadziesiąt lat temu, kiedy to pewnego rodzaju „przegrzanie” (© Strzelczyk) prowadziło do opuszczania Kościoła katolickiego czy przez osoby indywidualne, czy całe wspólnoty zafascynowane charyzmatycznością. Sorry, ale taki mamy teraz klimat, że o schizmę będzie trudno, bo w czasie ogólnego zamętu wszystko to, co kiedyś wyprowadzało z Kościoła, dziś spokojnie można wprowadzać w Kościół i tutaj sobie uprawiać. Jedną z takich grządek jest paradygmat przebudzeniowy, przeszczepiony z „Dzikiego Zachodu” na polski grunt.

Dla przykładu cytat z książki-wywiadu z Michałem Świderskim, liderem Szkoły Nowej Ewangelizacji w Gliwicach, oczekującym nadprzyrodzonego przebudzenia:

Myślę, że naszą drogą jest ewangelizacja na miarę Dziejów Apostolskich. Chcemy wychodzić do ludzi z taką wiarą i z taką Mocą, żeby nasze działania realnie zmieniały tysiące istnień ludzkich i wpływały na losy miasta, w którym żyjemy. Co najmniej miasta. […] Czuję, że nie wykorzystujemy jeszcze maksimum naszego potencjału ewangelizacji w Mocy. Odnoszę wrażenie, że nasze poczynania to dopiero wprawki do tego, co Bóg zamierza z nami zrobić.

Czytamy zapewne tę samą Tysiąclatkę, ale wyczytujemy z niej coś zupełnie innego. Ja nie widzę w Dziejach Apostolskich „ewangelizacji w Mocy”, która miałaby wpływać na losy „co najmniej miasta”. Łukasz jest dla Kościoła tym, czym Sienkiewicz dla Polaków, ale mimo tego, że pisze księgę „ku pokrzepieniu serc” wierzących, i dlatego w różowych barwach  przedstawia początki Kościoła (by się przekonać, że koloryzuje, wystarczy porównać tę księgę z listami św. Pawła), nie podpisałby się zapewne pod rojeniami śląskiego charyzmatyka. Taka przebudzeniowa teologia jest nie tylko niekatolicka, ale nawet niebiblijna. Nikt z apostołów jej nie propaguje, żadna ze wspólnot, do których charyzmatyczny apostoł Paweł pisze swoje listy, nie jest do tego modelu duszpasterstwa zachęcana.

Na pierwszy już rzut oka widać, że w odpowiedzi Michała nie ma ani słowa o „przebudzeniu”, czy „przebudzeniach”, a tym bardziej o „przebudzeniowym paradygmacie”[1].

W tekście Michała mowa jest o:

  1. Ewangelizacji na miarę Dziejów Apostolskich – w mocy Ducha Świętego.
  2. Połączeniu ewangelizacji z formacją.
  3. Niewykorzystanym potencjale ewangelizacyjnym.
  4. Rozwoju wspólnoty.
  5. Jednoczeniu się wspólnot.
  6. Pragnieniu, by księża biskupi towarzyszyli dziełu ewangelizacji.

(rozwija tę myśl w dalszej części wywiadu postulując, by formowali i korygowali –  w razie potrzeby – podejmowane przez SNE działania).

To co zrobił Sławek jest jawną manipulacja. Wyciął z wypowiedzi zdanie o formowaniu we wspólnocie ludzi już zewangelizowanych. Dlaczego tak zrobił? Ponieważ to nie pasowało do koncepcji „przebudzeniowego paradygmatu”, którego doszukuje się na siłę. Wkłada w ten sposób w usta Michała poglądy typu: dokonać przełomu i czekać na koniec świata. Ale niczego takiego nie ma w wypowiedzi Michała. Być może zrobił to, ponieważ zwrócenie uwagi na formację burzyło oskarżycielską koncepcję, że Michał nie myśli poprawnie o Kościele i duszpasterstwo wykrzywia obcymi wpływami.

Gdyby Sławek zrozumiał, co Michał napisał, zadzwonił by do niego i podziękował, za katolicki sposób podejścia do dzieła poszukiwania nowych dróg ewangelizacji. Pogratulował zrozumienia, że nie wystarczy pierwsza ewangelizacja, dlatego potrzebne jest katechetyczne pogłębienie. Notabene pytanie poprzedzające omawiany fragment wywiadu, brzmiało: Jak wygląda formacja w ramach Szkoły?[2] Pięcioletnia Formacja Podstawowa, roczna dla małżeństw, dla młodzieży: przed i po bierzmowaniu, dla dzieci starszych i młodszych …

Wrzucanie z automatu każdej wizji rozwoju do jednego worka „przebudzeniowego paradygmatu”, jest poważnym nadużyciem. Tysiące ludzi słucha co niedzielę kazań, tysiące uczestniczy w wielkopostnych rekolekcjach, tysiące słucha nauczań przez internet, więc dlaczego Michał miałby mówić nieprawdę, kiedy mówi o posłudze dla tysięcy ludzi w Kościele?

  1. Ewangelizacja z mocą.

Następnie pojawia się zabieg zdyskredytowania ewangelisty Łukasza. Aby osiągnąć swój cel i obronić wątpliwą tezę, Sławek sięgnął po kompromitujący go (jako teologa) sposób: obniżył wartość merytoryczną jednej z ksiąg Nowego Testamentu. Jeśli ktoś nie widzi różnicy między Ewangelią wg. Św. Łukasza, a Quo vadis H. Sienkiewicza, nie powinien zabierać się za teologię. I wiem, że Sławek tą różnicę dostrzega, więc tym bardziej dziwię się ostatecznej konstatacji.

Nazwać Łukasza Sienkiewiczem pierwszych gmin chrześcijańskich, to śmiałe porównanie, ale wyciąganie z tego wniosku, że nie można jego tekstu traktować jako natchnionego, to już lekka przesada. Nie zrobił tego wprost, to oczywiste, ale niejednoznacznie dał do zrozumienia, że nie można go brać poważnie – bo „koloryzuje” – i nie można na nim budować teologii – bo różni się od Pawła.

Z niedowierzaniem czytałem ten passus po raz drugi, potem trzeci i kolejne. I za każdym razem zadawałem sobie pytanie, czy autor naprawdę chciał powiedzieć to, co napisał?

Rzeczywiście czytamy tę samą Tysiąclatkę, i obaj czytamy:

„Filip przybył do miasta Samarii i głosił im Chrystusa. Tłumy słuchały z uwagą i skupieniem słów Filipa, ponieważ widziały znaki, które czynił. Z wielu bowiem opętanych wychodziły z donośnym krzykiem duchy nieczyste, wielu też sparaliżowanych i chromych zostało uzdrowionych. Wielka radość zapanowała w tym mieście.” ( Dz 8,5-8).

Zmieniło się coś w tym mieście pod wpływem głoszonego słowa i dokonywanych znaków, czy też wszystko pozostało po staremu? Czy rzeczywiście nie było żadnej nauki z mocą, żadnego cudu, żadnej reakcji mieszkańców? Nie powstała żadna wspólnota?

„Pewien człowiek, imieniem Szymon, który dawniej zajmował się czarną magią, wprawiał w zdumienie lud Samarii i twierdził, że jest kimś niezwykłym. Poważali go wszyscy od najmniejszego do największego: «Ten jest wielką mocą Bożą» – mówili. A liczyli się z nim dlatego, że już od dość długiego czasu wprawiał ich w podziw swoimi magicznymi sztukami. Lecz kiedy uwierzyli Filipowi, który nauczał o królestwie Bożym oraz o imieniu Jezusa Chrystusa, zarówno mężczyźni, jak i kobiety przyjmowali chrzest. Uwierzył również sam Szymon, a kiedy przyjął chrzest, towarzyszył wszędzie Filipowi i zdumiewał się bardzo na widok dokonywanych cudów i znaków.” (Dz 8,9-13)

Czy przypadkiem nie ma tutaj mowy o konfrontacji mocy magicznych z mocami Królestwa Bożego? O spektakularnym nawróceniu kogoś powszechnie znanego w mieście?

„Kiedy Apostołowie w Jerozolimie dowiedzieli się, że Samaria przyjęła słowo Boże, wysłali do niej Piotra i Jana, którzy przyszli i modlili się za nich, aby mogli otrzymać Ducha Świętego. Bo na żadnego z nich jeszcze nie zstąpił. Byli jedynie ochrzczeni w imię Pana Jezusa. Wtedy więc wkładali [Apostołowie] na nich ręce, a oni otrzymywali Ducha Świętego.” (Dz 8,14-17)

Czyżby chodziło o garstkę nieważnych ludzi z marginesu Samarii? Dla nich przybyli apostołowie? Filip nie poradził sobie z kilkoma nawróconymi osobami? Taki był fajtłapa? A gdy apostołowie przybyli nie ma mowy o mocy i zstępowaniu Ducha Świętego przez włożenie rąk?

„Kiedy Szymon ujrzał, że Apostołowie przez wkładanie rąk udzielali Ducha Świętego, przyniósł im pieniądze. «Dajcie i mnie tę władzę – powiedział – aby każdy, na kogo włożę ręce, otrzymał Ducha Świętego». «Niech pieniądze twoje przepadną razem z tobą – odpowiedział mu Piotr – gdyż sądziłeś, że dar Boży można nabyć za pieniądze. Nie masz żadnego udziału w tym dziele, bo serce twoje nie jest prawe wobec Boga. Odwróć się więc od swego grzechu i proś Pana, a może ci odpuści twój zamiar. Bo widzę, że jesteś żółcią gorzką i wiązką nieprawości». A Szymon odpowiedział: «Módlcie się za mną do Pana, aby nie spotkało mnie nic z tego, coście powiedzieli».”(Dz 8,14-24)

Jest tylko sielankowy obraz bezproblemowej i potulnej ewangelizacji? Żadnych kłopotów, próby kupowania urzędów, realizacji prywaty i profanacji?

Weźmy przykład innego (tfu) miasta (!).

„W Listrze mieszkał pewien człowiek o bezwładnych nogach, kaleka od urodzenia, który nigdy nie chodził. Słuchał on przemówienia Pawła; ten spojrzał na niego uważnie i widząc, że ma wiarę potrzebną do uzdrowienia, zawołał głośno: «Stań prosto na nogach!» A on zerwał się i zaczął chodzić. Na widok tego, co uczynił Paweł, tłumy zaczęły wołać po likaońsku: «Bogowie przybrali postać ludzi i zstąpili do nas!» Barnabę nazywali Zeusem, a Pawła Hermesem, gdyż głównie on przemawiał. A kapłan Zeusa, który miał świątynię przed miastem, przywiódł przed bramę woły i przyniósł wieńce, i chciał razem z tłumem złożyć ofiarę. Na wieść o tym apostołowie, Barnaba i Paweł, rozdarli szaty i rzucili się w tłum, krzycząc: «Ludzie, dlaczego to robicie! My także jesteśmy ludźmi, podobnie jak wy podlegamy cierpieniom.” Dz 14,8-15

Kaleka z Listry był podstawiony, Paweł krzyczał na pokaz, kapłan Zeusa przyprowadził woły przystrojone w wieńce, dla hecy, by ucieszyć bawiące się przy bramie miasta dzieci. Tylko „piszący ku pokrzepieniu serc” Łukasz widział to nieco inaczej?

„Tymczasem nadeszli Żydzi z Antiochii i z Ikonium. Podburzyli tłum, ukamienowali Pawła i wywlekli go za miasto, sądząc, że nie żyje.” (Dz 14,19)

Ale to przecież tylko efektowny finał happeningu. Tyle, że dziwnie zgodny z treścią listu wiarygodnego skąd inąd przecież Pawła: „Trzy razy byłem sieczony rózgami, raz kamienowany, trzykrotnie byłem rozbitkiem na morzu” ( 2 Kor 11,25).

I jeszcze jeden przykład… aż trudno wymówić – miasta.

„Bóg czynił też niezwykłe cuda przez ręce Pawła, tak że nawet chusty i przepaski z jego ciała kładziono na chorych, a choroby ustępowały z nich i wychodziły złe duchy.” Dz 19,11-12

Znów jakaś moc i to połączona z ewangelizacją.

„Ale i niektórzy wędrowni egzorcyści żydowscy próbowali wzywać imienia Pana Jezusa nad opętanymi przez złego ducha. «Zaklinam was przez Pana Jezusa, którego głosi Paweł» – mówili. Czyniło to siedmiu synów niejakiego Skewasa, arcykapłana żydowskiego. Zły duch odpowiedział im: «Znam Jezusa i wiem o Pawle, a wy coście za jedni?» I rzucił się na nich człowiek, w którym był zły duch, powalił wszystkich i pobił tak, że nadzy i poranieni uciekli z owego domu. Dowiedzieli się o tym wszyscy Żydzi i Grecy, mieszkający w Efezie, i strach padł na wszystkich, i wysławiano imię Pana Jezusa. Przychodziło też wielu wierzących, wyznając i ujawniając swoje uczynki. I wielu też z tych, co uprawiali magię, poznosiło księgi i paliło je wobec wszystkich. Wartość ich obliczono na pięćdziesiąt tysięcy denarów w srebrze. Tak potężnie rosło i umacniało się słowo Pańskie. Dz 19,11-20

Znów cuda, konfrontacja w sferze duchowej i kłopoty w lokalnej społeczności. Dołożyć należy jeszcze wzburzenie wywołane przez efeskich rzemieślników zarabiających na wytwarzaniu posążków Artemidy (Dz 19,23-40). Nic się nie zmieniło w tym wielkim Azjatyckim mieście?

Relacja Łukasza wskazuje jednoznacznie na rozwój chrześcijaństwa. Można się kłócić mniejszy, czy większy. Wyraźnie też oddaje fakt, że mieszkańcy reagowali – lepiej lub gorzej – na pojawiających się wyznawców nowej religii. I przyłączali się do nich. Mieszkańcy Antiochii na przykład zaczęli nazywać uczniów Jezusa chrześcijanami. I trzeba pamiętać, że na początku określenie to miało raczej wydźwięk negatywny.

„Tak więc utwierdzały się Kościoły w wierze i z dnia na dzień rosły w liczbę.” (Dz 16,5) – tak podsumowuje lata pięćdziesiąte św. Łukasz. Fałszywie? Kościół się nie rozwijał? Nie powstawały następne gminy w kolejnych miastach? Paweł pisał listy do fikcyjnych wyznawców i rozliczał się z nieistniejącymi przyjaciółmi? (Flp 4,15-16)

Łukasz koloryzuje i pociesza tylko biednych, prześladowanych chrześcijan? Wystarczy zestawić powyższe wypowiedzi z Dziejów Apostolskich ze ś. Pawłem:

– Dziękuję Bogu, że mówię językami lepiej od was wszystkich.(1 Kor 14,18)

– Chciałbym, żebyście wszyscy mówili językami, jeszcze bardziej jednak pragnąłbym, żebyście prorokowali. (1 Kor 14,5)

– bo nasze głoszenie Ewangelii wśród was nie dokonało się przez samo tylko słowo, lecz przez moc i przez Ducha Świętego, z wielką siłą przekonania. (1 Tes 1,5)

– Ten właśnie nakaz poruczam ci, Tymoteuszu, dziecko [moje], po myśli proroctw, które uprzednio wskazywały na ciebie: byś wsparty nimi toczył dobrą walkę, mając wiarę i dobre sumienie (1 Tm 1,18). Nie zaniedbuj w sobie charyzmatu, który został ci dany za sprawą proroctwa i przez włożenie rąk kolegium prezbiterów (1 Tm 4,14).

– Chcę więc, by mężczyźni modlili się na każdym miejscu, podnosząc ręce czyste, bez gniewu i sporu. (1 Tm 2,8)

– Duch zaś otwarcie mówi, że w czasach ostatnich niektórzy odpadną od wiary, skłaniając się ku duchom zwodniczym i ku naukom demonów.( 1 Tm 4,1)

Łukasz nie ukrywa także przeszkód i trudności oraz bolesnych konfrontacji, zwłaszcza w środowiskach żydowskich, a nawet niepowodzeń ewangelizacyjnych (Dz 17,32-33). Jest zatem rzetelnym pisarzem (Łk 1,1-4) i wiarygodnym świadkiem (Dz 16,10).

Wracając do tez o sienkiewiczowskiej wartości pism św. Łukasza, trzeba stwierdzić, że Sławek się zagalopował. Nie on jeden i nie on pierwszy. Wielu Ojców Kościoła broniąc jakiejś tezy przekraczało granicę wpadając w błąd przeciwny. Taka uroda polemiki. Wystarczy przyznać się do błędu i przeprosić za przekroczone granice.

  1. Przebudzenie czy służba dla miast?

Proponuję także, by zestawić ten poddawany w wątpliwość fragment wywiadu z homilią jednego z Ojców Kościoła.

Myślę, że naszą drogą jest ewangelizacja na miarę Dziejów Apostolskich. Chcemy wychodzić do ludzi z taką wiarą i z taką Mocą, żeby nasze działania realnie zmieniały tysiące istnień ludzkich i wpływały na losy miasta, w którym żyjemy. Co najmniej miasta. To jest pierwszy odcinek naszej drogi, którego jesteśmy pewni.

„Wy jesteście solą dla ziemi”. Albowiem słowo zostało wam powierzone nie dla waszej korzyści, ale dla całego świata. I nie do dwóch miast was posyłam, ani do dziesięciu czy dwudziestu, ani do jednego narodu, jak niegdyś proroków, lecz na wszystkie lądy i morza, i na świat cały, i to świat zepsuty. Mówiąc bowiem: “Wy jesteście solą dla ziemi”, Pan ukazuje, że wszyscy ludzie są skażeni w swej naturze i zepsuci przez grzechy.[3]

Św. Jan Chryzostom, ten to był dopiero „przebudzeniowiec”.

Drugim jest zatroszczenie się o tych ludzi, których przyciągniemy do Boga, formowanie ich i posyłanie do podobnej posługi. Jak tak dzisiaj patrzę na to, co robimy, to mogę powiedzieć, że na razie jesteśmy na początku drogi.  Czuję, że nie wykorzystujemy jeszcze maksimum naszego potencjału ewangelizacji w Mocy. Odnoszę wrażenie, że nasze poczynania to dopiero wprawki do tego, co Bóg zamierza z nami zrobić

„Pan stopniowo ukazuje, że uczniowie są więksi od proroków. Są bowiem nauczycielami nie tylko krainy palestyńskiej, ale całego świata. Nie zdumiewajcie się więc – mówi – jeżeli pominąwszy innych zwracam się do was i wysyłam na tak wielkie trudy. Rozważcie, do jakich i jak wielu miast, narodów i ludów was posyłam jako zwierzchników. Dlatego chcę, abyście nie tylko wy sami byli roztropni, ale również innych takimi czynili. Jeżeli zaś i sami tacy nie będziecie, to nie podołacie.”[4]

I ciągle o tych miastach. To są dopiero rojenia konstantynopolitańskiego charyzmatyka. Sęk w tym, że on nie ustąpił i przewidział, że gorliwość w ewangelizacji będzie wiele kosztować.

„Przeciwności pojawią się na pewno, ale żadnej szkody wam nie wyrządzą, przeciwnie, będą one świadczyły o waszej wytrwałości. Jeśli natomiast z obawy przed nimi stracicie coś z tego zapału, który wam przystoi, wtedy spotkają was daleko większe przeciwności, gdyż ludzie będą źle o was mówić i będą wami pogardzać. To właśnie oznacza podeptanie przez wszystkich.”[5]

Czyli jednak mamy nic nie tracić z tego ewangelicznego zapału?

„Następnie Pan podaje jeszcze wznioślejsze porównanie: “Wy jesteście światłem świata”. I znowu jest mowa o świecie, a nie tylko o jednym narodzie, nie o jednym lub dwudziestu miastach, lecz o całym obszarze ziemi. Światło dla wszystkich widoczne, daleko jaśniejsze od promieni słońca.”[6]

Chryzostom jest jednak niereformowalny. Ciągle o miastach i narodach.

  1. Nieposłuszeństwo, subiektywizm i indywidualizm.

W tym odcinku „Charyzmatyka w dżinsach” znajdujemy mocne oskarżenia: „indywidualizm wiary prowadzący do konfliktu z hierarchią i tzw. „sekciarski duch”; niepokonywalny upór związany z przekonaniem, że należy bezwzględnie wykonać subiektywne natchnienia Ducha; relatywizacja tradycyjnych sposobów modlitwy i duszpasterstwa oraz lekceważenie zewnętrznego porządku”. Zagrożenia groźne, istniejące i wymagające czujności pasterskiej. Pytanie tylko, kogo to dotyczy? Wszystkich charyzmatyków? SNE? Michała? A może to dostrzegane w pozakościelnych grupach tendencje imputowane dowolnie wybranym oskarżonym?

Jak się ma to oskarżenie, sugerujące, że Michał uczestniczy w tym duchowym procederze, do obecności biskupów i jednoznacznej prośby o ich opinię[7]? A wyraźnie o takiej obecności księży biskupów na polu ewangelizacyjnym mówi Michał; zaznaczając, by księża biskupi przyjrzeli się uważnie działaniom SNE i korygowali ewentualne błędy. Jak heretyk może uznawać autorytet biskupa i prosić go rozeznanie? Po prostu taka postawa jest nie do ugryzienia, więc trzeba było wyciąć te zdania z wywiadu.

  1. Styl działania.

I jeszcze jedna, nie ostatnia uwaga: dotyczy stylu działania. Gdyby Sławek uważnie przeczytał cały wywiad, i dostrzegł niepokojące kierunki czy tendencje, wskazać je powinien najpierw bezpośrednio autorowi. „Jeśli brat twój zawini, upomnij go w cztery oczy” – jasna zasada. Zwłaszcza, że Michał nie jest dla Sławka obcą osobą. Coś nam szwankuje kultura i upadają dobre katolickie obyczaje. Piszę to z bólem i zażenowaniem, ponieważ znam zarówno jednego jak i drugiego charyzmatyka.

Z wrodzonym sobie taktem zareagował na artykuł Sławka Aleksander Bańka:

Wydaje mi się, że Sławomir Zatwardnicki wybrał w swoim tekście rozwiązanie najgorsze z możliwych. Zamiast próby dialogu i prostego zrozumienia, co tak naprawdę kieruje sercami krytykowanych polskich charyzmatyków, poszedł drogą konfrontacji i deprecjacji. Być może jest ona spektakularna z perspektywy głoszonych przez niego tez, w gruncie rzeczy jednak fantasmagoryczna, pogłębiająca podziały i zamykająca na dialog.

Z tekstu Pana Zatwardnickiego nie wynika nic konstruktywnego i rozumiem że nie musi – nie w takim, jak sądzę, celu był pisany, aby proponować określone rozwiązania. Pojawia się w nim jednak cały szereg stwierdzeń wątpliwych, upraszczających, czy co najmniej polemicznych, z którymi warto podjąć merytoryczną dyskusję.[8]

Sądzę, że Sławek powinien przeprosić Michała za fałszywe oskarżenia, ponieważ nadwyrężył swymi wystąpieniami jego dobre imię.

  1. Prawdziwe źródło.

Poważnie potraktowałem zapisane przez Sławka słowa, więc chcę zwrócić uwagę na zupełnie inny kontekst i źródło wypowiedzi Michała. W SNE studiujemy dokumenty Kościoła. Ich fragmenty są częścią Formacji Podstawowej. Zatem bardzo łatwo rozszyfrować skąd wzięły się takie, a nie inne wypowiedzi i czego w istocie dotyczyły.

Wróćmy więc do sześciopunktowego streszczenia zacytowanej odpowiedzi. Dla jasności skupię się tylko na początkowych, newralgicznych dla dyskusji punktach.

  1. Ewangelizacja na miarę Dziejów Apostolskich
  2. Nowość i moc Ducha Świętego:

„Dziś Kościół musi uczynić wielki krok naprzód na drodze ewangelizacji, wkroczyć w nowy etap historii swojego misyjnego dynamizmu.” (CL 35)

Czy „wieki krok” nie brzmi podobnie, do przebudzenia, „nowy etap historii”, podobnie do nowej epoki, a „misyjny dynamizm” czy nie zawiera mocy Ducha? Czyżby biskupi popierali paradygmat przebudzeniowy? Nie, ale łatwo te wypowiedzi pomylić biorąc jedną za drugą.

  1. Oddziaływanie na tysiące ludzi.

„Kościół, odczuwając i przeżywając naglącą dziś potrzebę nowej ewangelizacji, nie może uchylać się od stałej misji niesienia Ewangelii ludziom, milionom mężczyzn i kobiet, którzy do tej pory nie znają Chrystusa Odkupiciela człowieka.” (CL 35)

No to papież podbił właśnie stawkę do miliona.

  1. Wpływ na losy miasta:

„Sam bowiem Pan przez ten Sobór święty zaprasza ponownie wszystkich świeckich, by z każdym dniem coraz ściślej się z Nim jednoczyli, a uważając Jego sprawę za swoją własną (por. Flp 2, 5), zespalali się w Jego zbawczym posłannictwie; wysyła On ich znowu do każdego miasta i miejscowości, dokąd sam ma przyjść (por. Łk 10,1)” (CL 2)

Nie da się uciec od miast i Łukasza pokrzepiającego serca wierzących.

Kościół wtenczas ewangelizuje, kiedy boską mocą Orędzia, jakie głosi (por. Rz 1,16; 1Kor1,18;2,4), stara się przemienić sumienie poszczególnych ludzi i wszystkich razem, potem także ich działalność, a wreszcie ich życie i całe środowisko, w jakim się obracają. (CL 44)

Chrześcijaństwo ma mieć realny wpływ na środowisko i tworzyć określoną kulturę. W przeciwnym wypadku będzie jak nalepka, a nie zaczyn przemieniający od wewnątrz.

  1. Połączenie ewangelizacji z formacją.

„Nowa ewangelizacja, skierowana nie tylko do jednostek, ale do całych grup ludzkich żyjących w różnych sytuacjach, środowiskach i kulturach, ma na celu kształtowanie dojrzałych wspólnot kościelnych” (CL 34)

Formacja jest nieodzownym elementem chrześcijańskiego wzrostu.

  1. Niewykorzystany potencjał ewangelizacyjny.

„W apostolstwie indywidualnym zawarte są ogromne bogactwa, które należy odkryć, ażeby wzrosły misyjne energie świeckich.” (CL 28)

Czyli papież widzi potencjał, który należy odkryć, a który da wzrost energiom misyjnym i że wykorzystanie istniejącego potencjału, to jeszcze jest przed nami.

  1. Rozwój wspólnoty

„Na wszystkich tedy świeckich — mówi Sobór — spoczywa zaszczytny obowiązek przyczyniania się do tego, aby Boży plan zbawienia coraz bardziej rozszerzał się na wszystkich ludzi wszystkich czasów i wszystkich miejsc na ziemi” (CL 17)

Wolno nam chyba, a nawet trzeba odczytywać swe miejsce i kroki na drogach Bożego planu.

  1. Jednoczeniu się wspólnot.

W rzeczywistości wpływ „kulturowy”, będąc źródłem i bodźcem, ale także owocem i znakiem wszelkich innych przemian w środowisku i społeczeństwie, może zaistnieć tylko dzięki działaniu nie tyle jednostek, co „podmiotu społecznego”, to jest jakiejś grupy, wspólnoty, zrzeszenia bądź ruchu.” (CL 29)

Jedność w wymiarze zewnętrznym i wewnętrznym jest wielką wartością oraz daje możliwość większego wpływu i zmian w środowisku.

  1. Pragnienie by księża biskupi towarzyszyli dziełu ewangelizacji.

„Kościołowi zostało powierzone wielkie, wymagające zaangażowania, wspaniałe zadanie nowej ewangelizacji, której świat tak bardzo potrzebuje. Świeccy katolicy muszą się czuć aktywnymi i odpowiedzialnymi uczestnikami tego dzieła, będąc wezwani do głoszenia Ewangelii i życia według niej w służbie wartości oraz potrzeb osoby i społeczeństwa.” (CL 64)

Tak wypowiedzieli się biskupi zebrani na Synodzie, taka jest nauka Kościoła.

Michał przeczytał oraz przyswoił sobie dokumenty Kościoła dotyczące nowej ewangelizacji i przemawia z mentalnością przejętą od Jana Pawła II. Życzę Sławkowi i wszystkim katolikom w Polsce tego samego.

[1] Zdaję sobie sprawę, że Sławkowi chodzi nie o samo słowo i nie zamierza ze słownika polskiej teologii wykreślić terminu „przebudzenie”.

[2] 2019. Michał Świderski. Dotyk Boga. Kraków. s 57

[3] Homilia świętego Jana Złotoustego do Ewangelii świętego Mateusza (Homilia 15, 6. 7). Liturgia Godzin t.IV s 88

[4] Jw. s 89

[5] Jw. s 90

[6] Jw. s 90

[7] „Gdy będą przy nich, to widząc jakieś nieprawidłowości, będą w stanie od razu z miłością, po ojcowsku upomnieć ich i nakierować na dobra drogę. Prawda? I ja bym biskupów zachęcał do tego drugiego podejścia. Ludzie i tak będą szukać różnych dróg, a bez wsparcia biskupów szybciej pobłądzą.” W: 2019. M. Świderski. Dotyk Boga. s 61-62

[8] https://www.facebook.com/aleksander.banka.1/posts/929313897574840