Rut i Noemi

Czy jest ktoś, kto nie słyszał dowcipów o teściowej? Mogą one konkurować, i to z dużą możliwością zwycięstwa, z kawałami o policjantach czy blondynkach. Niestety większość z nich graniczy z prostactwem, by nie powiedzieć chamstwem. Są też i śmieszne, zwłaszcza jeśli ktoś lubi tzw. czarny humor 😊

Sama jestem teściową już od kilku dobrych lat, ale nieraz i ja śmieję się z dowcipów o teściowej. Zastanawiając się, skąd taki na nie urodzaj i kreatywność twórców tego typu żartów, doszłam do smutnego wniosku, że są z życia wzięte. Żyjąc w społeczeństwie, spotykając się z ludźmi i słuchając często ich opowiadań, nietrudno zauważyć, że sporo napięć w rodzinach jest zakorzenionych w relacjach między synowymi/zięciami a teściami. Oczywiście koloryzowanie i wyostrzenia są stosowane czasem z pełnym przegięciem, jak to bywa w kabarecie. 

Rywalizacja matki z synową o syna, dominacja i mieszanie się w sprawy małżeńskie, chorobliwe więzy z dorosłym synem czy córką, to tylko niektóre z rozpowszechnionych problemów. Po takim wstępie zapraszam Cię, Czytelniku do poznania (a może tylko przypomnienia sobie) historii teściowej i synowej, których więź budzi zupełnie inne uczucia. O kim mowa? To Noemi i Rut. Jestem przekonana, że są Ci już znane. Ale może uda nam się podejrzeć je dziś z innej strony, podpatrzeć fundament ich niezwykłej relacji?

Opis ich znajomości znajdujemy w księdze Rut, zamieszczonej w Starym Testamencie. Króciutka księga, która ma tylko 4 rozdziały. Historia rozpoczyna się dramatycznym opisem panującego w Betlejem Judzkim głodu, który stał się powodem emigracji rodziny do Moabu. Tam umiera ojciec rodziny Elimelek, mąż Noemi, a ich dwaj synowie biorą sobie za żony cudzoziemki. Szczęście małżeńskie nie trwa zbyt długo, bo tylko 10 lat, po czym obaj bracia umierają. Pozostają samotne trzy wdowy – teściowa Noemi i jej dwie synowe – Rut i Orpa. Obie to Moabitki, nieznające Boga Izraela.

Pamiętasz, Czytelniku, że w tych czasach panował zwyczaj, a nawet nakaz, by brat „wzbudził potomstwo” swemu zmarłemu bratu, by w ten sposób przedłużyć jego ród? Tej możliwości synowe Noemi nie miały, bo już więcej braci nie było. Ona sama podjęła decyzję o powrocie w rodzinne strony, gdzie zakończył się już czas głodu. Synowe, Orpa i Rut, wybrały się z nią w drogę powrotną do Judy, lecz wtedy ich  teściowa (Noemi) podjęła kolejną decyzję i postanawiła zwolnić swe synowe i pozwolić im powrócić do swych matek, gdzie będą miały szansę na ponowne zamążpójście. I tu chciałabym się zatrzymać po raz pierwszy i spojrzeć na serce teściowej Noemi. Co nią powoduje? Dlaczego nie szuka swojego dobra pozostawiając je przy sobie? Przecież nie byłaby sama, gdy bardziej się zestarzeje. Co robisz, Noemi!?” – chciałoby się zapytać – „Pomyśl o sobie! Razem będzie wam raźniej!” 

Otóż Noemi tak nie myśli. Jej myśli krążą wokół dobra jej synowych, które nazywa swoimi córkami. Nie boi się myśleć i głośno powiedzieć im tego, że są młode i potrzebują do życia mężczyzny. Zawraca je z drogi za sobą, uwalniając od łączących więzów i… błogosławi. Ponownie zatrzymajmy się, by pomyśleć przez chwilę o tym, co się dzieje.

Noemi wypowiada słowa błogosławieństwa: Odejdźcie, wróćcie każda do domu swej matki, a Pan niech postępuje z wami według swej dobroci, tak jak wy postępowałyście wobec zmarłych i wobec mnie! Niech Pan sprawi, abyście osiągnęły spokojne miejsce, każda w domu swego męża!» Ucałowała je, ale one zaczęły głośno płakać (…) (1)

Wciąż robi to na mnie mocne wrażenie. Kobiety były zżyte z teściową i myślę, że w bardzo dobrych relacjach, skoro płakały i nie chciały jej opuścić. Noemi uznała je za swoje córki, ale we właściwym momencie zwróciła im wolność. Zapytasz, Czytelniku, a jakiż to był właściwy moment? Ano taki – kiedy synowie zmarli, a Noemi nie miała więcej synów i obie młode kobiety mogły już bez niej zacząć nowe życie. 

Jedna synowa powróciła do swego ludu, ale druga, Rut, zdecydowała pozostać przy Noemi.  Zatrzymaj się ze mną, Czytelniku, kolejny raz i zobaczmy siłę jej determinacji. Była ona tak mocna, że Noemi się zgodziła. Słowa, które wypowiada Rut do Noemi są odzwierciedleniem ich relacji: „Nie nalegaj na mnie, abym opuściła ciebie i abym odeszła od ciebie, gdyż: gdzie ty pójdziesz, tam ja pójdę, gdzie ty zamieszkasz, tam ja zamieszkam, twój naród będzie moim narodem, a twój Bóg będzie moim Bogiem. Gdzie ty umrzesz, tam ja umrę i tam będę pogrzebana.” (2)

Cóż takiego szczególnego było pomiędzy nimi? Co zdecydowało, że młoda kobieta chciałą trwać przy swej teściowej cudzoziemce, zamiast wrócić do swoich i na nowo wśród nich szukać męża? Można dywagować, snuć różne przypuszczenia. Mnie dotyka myśl, że łączyło je dobro i wolność w relacji. Aż boję się to nazwać, ale tak, po prostu miłość. To, czego doświadczyła Rut od Noemi spowodowało, że nie chciała jej opuścić. Doświadczenie miłości rodzi miłość, tak jak za dobrem idzie dobro. Rut pochodziła z ludu, który wierzył w wielu bogów, była poganką. Jednak nawet odwołanie się Noemi, by Rut odeszła do swoich bogów, nie zmieniło jej postanowienia. Czyżby widziała w postawie Noemi coś, czego nie widziała u swoich rodaków? Przecież wierzyła inaczej, tak jak jej naród. Mimo to doświadczenie przebywania w otoczeniu Noemi musiało wywrzeć na niej mocne wrażenie. Może dlatego, że Noemi nie wytykała jej tego ani w żaden inny sposób nie dała jej odczuć swej wyższości. Wiara Noemi i jej wyznawanie sprawiło, że Rut zechciała, by Bóg Noemi był również jej Bogiem. 

Rodzi mi się pytanie – czy to się nie nazywa skuteczna ewangelizacja? Tak myślę. Sprawić, by przez swoje zachowanie, styl życia, ktoś chciał wyznawać Jedynego Boga. Wow! I to jeszcze własna synowa!

Postawa obu kobiet była pełna wzajemnego szacunku i oddania. Choć w żaden sposób nie były już związane ze sobą, to wciąż troszczyły się o siebie. Obie kobiety, teściowa i synowa, wróciły do Betlejem, gdzie Rut miała znajomego swego zmarłego męża. Rut, jako młodsza, poszła zbierać kłosy za żniwiarzami po to, by obie miały co jeść. Panował piękny i powszechny wtedy zwyczaj pamiętania o ubogich i niezbierania zżętego zboża do czysta. Rut miała świadomość, że jest obca wśród tego narodu, kiedy trafiła przypadkiem (3) na pole owego znajomego swego nieżyjącego teścia. Jej postawa pełna pokory i wytrwała praca zdobyła jej uznanie właściciela. Otrzymała od niego pozwolenie na przychodzenie i zbieranie kłosów z jego pola. I znów na polu słyszy błogosławieństwa wypowiadane przez właściciela do robotników i w ich odpowiedzi wypowiadane do niego błogosławieństwo. Dlaczego o tym piszę? Czy to takie ważne? Jaki to ma związek z tematem relacji synowa a teściowa? Jestem przekonana, że te drobne ziarenka dobrych słów, doświadczeń, błogosławieństw, szacunku, zbierają się i czynią dobry fundament każdej relacji. Jeśli serce jest dotykane dobrem w różnych postaciach, pragnie nie tylko trwać w takim doświadczeniu, ale również bije w rytmie dobra i przemienia się, bo błogosławieństwa szczerze wypowiadane przynoszą owoc.

Rut po powrocie do domu teściowej opowiedziała jej o swoich doświadczeniach z pracy i podzieliła się z nią tym, co pozostało jej po posiłku w polu. I tak w dzień wychodziła do pracy na polu, a potem wracała do domu swej teściowej i opowiadała historię dnia. Obie według swoich możliwości troszczyły się o siebie. Piękne słowa, które Noemi wypowiada do synowej, ukazują jej troskę:

„Noemi, teściowa Rut, powiedziała do niej: Moja córko, czyż nie powinnam ci poszukać spokojnego miejsca, w którym byłabyś szczęśliwa?” (4)

Znów przystańmy na moment, by zobaczyć co się dzieje. Teściowa Noemi zabiega o to, by jej dawna synowa mogła znów być szczęśliwą! Czyż nie jest to niezwykłe? Warte refleksji?

Właściwie na tym mogę zakończyć opis tych dwóch niezwykłych biblijnych kobiet. Resztę, mam nadzieję, przeczytasz sam, Czytelniku, chcąc dowiedzieć się, jak potoczyły się dalej ich losy. 

Mam nadzieję, że podobnie jak mnie, porusza Cię ta piękna relacja. Mnie dotyka zawarta w niej prostota miłości i to, czego brakuje w dzisiejszym świecie, wolność. Mam na myśli prawdziwą wolność przepełnioną dobrem, szacunkiem, pozostawieniem drugiej osobie miejsca do podjęcia swojego wyboru, a nie przysłowiowe „róbta co chceta”, a potem martwmy się razem. Myślę o wolności i odpowiedzialności, bo według mnie to duet nierozłączny. Cytując za św. Pawłem z listu do Galatów: „Gdyż bracia, zostaliście powołani do wolności. Tylko nie pozwólcie, żeby ta wolność stała się pretekstem do folgowania waszej starej naturze. Natomiast służcie sobie nawzajem w miłości.” (5)

Czytając tę historię, za każdym razem robię sobie przegląd serca pod kątem tego, jaką jestem teściową. Moja teściowa już odeszła, ale mnóstwo dobra mogę o niej powiedzieć. Czy o mnie też będą mogli? A o Tobie, Czytelniku, zakładając że już jesteś teściową/ teściem albo może synową czy zięciem? 

Dobro może wypływać nie tylko od starszego źródła, ale może wybijać i z młodego. Kiedy woda miesza się, to przewaga dobrej i smacznej może wypłukać wodę gorzką. Myślisz, że nie zawsze? Nie wiemy, kiedy nadejdzie ten moment przewagi dobrej i czystej wody, tak że zmieni się smak, bo będzie jej więcej i więcej. Warto nieustannie podejmować próby i dawać dobro i miłość. Pamiętać o granicach w relacji, których się nie łamie. O tym, że syn czy córka należą do męża/ żony, a nie są moją dozgonną własnością. Dorosłe dzieci muszą żyć na swój rachunek, choć z pewnością popełnią błędy, podobnie jak i my to zrobiliśmy. 

Gdybyśmy stwarzali środowiska, w których przyjęcie kogoś za córkę czy syna nie oznacza sprawowania nad nim/nią kontroli i mieli ewangeliczny styl życia, to ………………………………………………. .

Gdybyśmy błogosławili ludziom na co dzień, życząc im dobra, szukając ich dobra, a nie swojego,  to …………………………………………………………………………………………………………. .

Gdyby świadectwo naszego stylu życia było ewangeliczne, to ………………………………………. .

Gdybyśmy, …………………………………………………………………………………………….. . 

Zapytasz Czytelniku – no właśnie, to co by było? Myślę, że może mniej by było zjadliwych dowcipów? Może ludzie chętniej by wybierali Jedynego Boga zamiast bożków? Może świat byłby bardziej przyjazny, a trudne relacje rodzinne przechodziłyby metamorfozę? Może? 

Zachęcam Cię, Czytelniku, do refleksji, odpowiadania sobie na pytania, które zrodzą się w Tobie, dokończenia zdań niedokończonych. Jestem przekonana, że na dobro odpowiada się dobrem, a na uśmiech uśmiechem i do tego Cię zachęcam. Podejmij próbę szerzenia dobra i obdarowywania uśmiechem. Niech dobry Bóg Ci w tym obficie błogosławi, a i Ty pamiętaj, by błogosławić innych, również synową i zięcia, teściową i teścia.

PS. Na pytania dobrze jest odpowiadać w pierwszej osobie liczby pojedynczej: „ja”. Tylko wtedy mają sens i szansę, by wydać dobre owoce.

  1. Księga Rut  1,8b-9a Biblia Tysiąclecia Online, Poznań 2003
  2. Księga Rut 1,16,17a
  3. „przypadek” – określenie, pod którym często kryje się troskliwy Bóg
  4. Księga Rut 3,1
  5. List do Galacjan 5,13 Komentarz Żydowski do NT Dawid H. Stern. Oficyna Wydawnicza „Vocatio” Warszawa

Dobre Wino
ks. Jarek

DO NIEBA! DO DOMU!

1.11.1950 roku papież Pius XII ogłosił za dogmat wiary Wniebowzięcie Maryi tymi słowy: „Oświadczamy, iż jest dogmatem objawionym przez Boga, że Niepokalana Bogurodzica zawsze Dziewica

Czytaj całość »
Dobre Wino
Anna Pyter - Kaszycka

Jakie jest Twoje imię..?

W czasach starożytnych imię nadawane danej osobie miało bardzo duże znaczenie. Wierzono, że określało jej tożsamość, zawierało charakter i definiowało misję, do której dany człowiek

Czytaj całość »