Strona GłównaDobre WinoBóg uzdrawia wszystkich, ale czy mnie też?

Bóg uzdrawia wszystkich, ale czy mnie też?

Mt 4,23-24:I obchodził Jezus całą Galileę (…) głosząc Ewangelię o królestwie i lecząc wszystkie choroby i wszelkie słabości wśród ludu. A wieść o Nim rozeszła się po całej Syrii. Przynoszono więc do Niego wszystkich cierpiących, których dręczyły rozmaite choroby i dolegliwości, opętanych, epileptyków i paralityków, a On ich uzdrawiał.

Czy wierzysz w to, że Jezus uzdrawia wszystkich, a więc i Ciebie? Przecież tak mówi Słowo Boże. A przecież Słowo Boże jest prawdą, jedyną, słuszną, niepodważalną. Bóg mówi „leczę Was wszystkich z każdej choroby”. Czy wierzysz Mu, czy wierzysz w to, że On chce leczyć również Ciebie? 

No właśnie jak to jest z naszą wiarą w to, że Bóg chce nas leczyć z każdej choroby? Czy miałaś (miałeś) kiedykolwiek wątpliwości, że tak właśnie jest? 

Szczerze, ja miałam… I to wiele razy… Niestety. Kiedy zaczęłam chodzić na spotkania Wspólnoty SNE Gliwice, w tym na wieczory uzdrowienia, byłam świadkiem wielu uzdrowień, świadkiem słyszącym liczne świadectwa uzdrowienia ze strony innych ludzi, takich samych jak ja… No właśnie takich samych. Dlaczego więc wątpiłam w to, że Bóg może jednak nie chcieć uzdrowić mnie, akurat mnie? Pewnie by trzeba było bardzo dużo napisać, rozważyć, przeanalizować. Bo ten nasz lęk, niepewność, bo chyba tak to trzeba nazwać, czyli ta nasza niepewność o to, czy Bóg wypowie nad nami słowo uzdrowienia skądś się jednak bierze. A skąd może ona pochodzić?

Być może jest nią niewłaściwy obraz Boga, złe wyobrażenia o tym, kim jest Bóg. Tak już chyba mamy, że na ten obraz Taty przez duże „t” składa się, chcąc nie chcąc, nasze doświadczenie taty przez małe „t”, tego ziemskiego, który został powołany do tego, aby nas wychować. A wiemy, że bywa różnie w tej materii. Być może w Twojej głowie rodziły się pytania „czy ja zasługuję na miłość Boga?”, „czy ja jestem wystarczająco dobry, aby zasługiwać na miłość Boga?”, „czy działam, zachowuję się odpowiednio, aby zasłużyć na miłość Boga?”, „czy jestem ważny dla Boga?”, „czy mogę być kochany przez Boga tylko dlatego, że żyję, że istnieję, tak bez powodu?”. Bo te pytania nieopatrznie mogą prowadzić do stwierdzenia, że „jeszcze zbyt mało jestem oddany Bogu, aby mnie uzdrowił”, „jeszcze jestem niewystarczająco nawrócony, dobry, posłuszny, aby Bóg mnie uzdrowił”, „czy On naprawdę może chcieć uzdrowić kogoś takiego jak ja?”, „czy moja choroba jest na tyle ważna dla Niego, aby zechciał mi ją zabrać?”. A od takich pytań krótka droga do tego, aby zwątpić w to, że TAK, że Bóg chce jednak leczyć wszystkich i leczyć każde schorzenie, każdą boleść, jaką nosi nasze ciało i dusza.

Takie pytania rodziły się również w moim sercu. Dziś jednak, po wielu różnych doświadczeniach z działaniem Bożej łaski w moim życiu, wierzę w to, że Jezus chce leczyć mnie i Ciebie z każdej choroby. To była jednak długa droga przemiany myślenia, aby dojść do momentu, w którym mogę wołać do Boga z w miarę niezachwianym przekonaniem, że On jest moim lekarzem i że zależy Mu na tym, aby Jego dzieci żyły w obfitości również w kwestii posiadania zdrowego i silnego ciała, które przecież ma też być narzędziem służby dla innych. Czy to znaczy, że jestem dzisiaj całkowicie zdrowa? NIE. Nie jestem. No ale jak to, skoro wierzę, że Jezus chce mnie leczyć, to dlaczego nie jestem, może ktoś zapytać. Sama sobie często to pytanie zadaję i szukam odpowiedzi na nie, ale w sobie. Dokładnie w sobie, tak jak piszę. Bo skoro wierzę w to, że Bóg dziś, tu i teraz chce mnie uzdrowić, to co stoi na przeszkodzie, że tak nie jest? 

Może jest nią za mała wiara. Przecież tak łatwo przeczytać Słowo Boże i zobaczyć historie ludzi uzdrowionych, to jest proste. Łatwiej wyobrazić sobie, że to dotyczy kogoś innego niż mnie samej. Bo gdy dotyczy to mnie, to muszę… pracować nad swoją wiarą, a to często jest bardzo trudne. Wierzyć i ufać, że to czego nie widzę, się staje. A kiedy nie widzę efektów modlitwy, to przychodzi czas zwątpienia, niechęć do wysiłku duchowego, aby prosić usilnie Boga o tę łaskę.

I kolejna przeszkoda, która się tu rodzi to wytrwałość i stałość w modlitwie i wierze. Obiecujesz sobie, że będziesz się wytrwale wyrzekać choroby, ogłaszać Boże błogosławieństwo nad sobą, ale… przychodzi brak czasu, pośpiech, zmęczenie. Ok, dziś już nie dam rady, jutro zacznę. I tak mija dzień, potem tydzień, miesiąc, kolejny rok. Mówisz sobie „cóż, skoro nie ma uzdrowienia, to taka jest wola Boża”, a może On – Bóg oczekuje właśnie tej stałej, wiernej modlitwy, tego naszego przylgnięcia do Niego całym sercem i trwania w Jego obecności każdego dnia, każdej godziny i minuty. Bo kiedy trwasz nieustannie w Bogu to twoje ciało, dusza są Nim wypełnione, a wtedy Boża moc ma szansę przemienić to co słabe w siłę i pokój, dać wolność i zdjąć kajdany uciemiężenia fizycznego i psychicznego. 

Iz 38,5b: „Słyszałem twoją modlitwę, widziałem twoje łzy. Uzdrowię cię.”. 

Tak mówi Słowo Boże. No dobrze, mówisz sobie, modlę się i proszę w imię Jezusa o uzdrowienie dla siebie, jestem blisko Boga, a jednak uzdrowienia nie ma. Służysz Mu, dajesz z siebie wiele innym, a jednak wyzwolenie z więzów choroby nie przychodzi. Co stoi zatem na przeszkodzie? Wiem, że Bóg chce mojego zdrowia. Tylko czy ja jestem gotowa na jego przyjęcie, czy moje serce jest na tyle otwarte i wolne od jakichkolwiek niedomagań, które być może mogą hamować przepływ łaski Bożej przeze mnie? Może tym niedomaganiem jest lęk, strach, gniew, złość, nieprzebaczenie, nieuleczone rany z przeszłości, zawiść, zazdrość i inne negatywne emocje, które jątrzą dziurę naszego serca powodując jego obumieranie zamiast obfity wzrost? Warto wejrzeć w głąb siebie, aby zobaczyć co się w nim naprawdę kryje, co chowa się pod płaszczem bycia dla Boga, czy Jego obecność w nas jest na tyle autentyczna, że pozwala nam być nie tylko dla Niego, ale też dla ludzi i bycia z nimi w relacji pełnej miłości, pokoju i przebaczenia. Bo Bóg wyraźnie mówi do nas w swoim słowie:

Łk 6,36-37: „Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny. Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni; nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni; odpuszczajcie, a będzie wam odpuszczone.”.

To każe stanąć przed pytaniem czy tak właśnie dzieje się w moim i Twoim życiu? Czy jest coś nad czym muszę popracować, zastanowić się nad istnieniem przyczyny, która jest właśnie tą kulą u nogi, nie pozwalającą unieść się wyżej i złapać Boży palec, który czeka, aby dotknąć nas łaską uwolnienia od bólu, cierpienia i słabości. 

A jak jest u Ciebie? Czy wierzysz w to, że Jezus chce Cię dziś uzdrowić? Właśnie Ciebie? A jeżeli tak, to czy pozwalasz Mu na to, aby On swoją mocą i miłością usunął wszystko to, co jest barierą na drodze do łaski uzdrowienia? Może warto dziś zapytać się Boga, gdzie jest trudność, poprosić by nam pokazał co jest barierą niepozwalającą zaznać wolności i oczyszczenia duszy i ciała. A potem, gdy już przyjdzie odpowiedź, zacząć współpracować z Bogiem w tej drodze do wolności, bo On nas naprawdę kocha i chce nas uzdrawiać dziś, tu i teraz. Jezus już oddał swoje życie za nasz ból i zniewolenie chorobą. Nasze uzdrowienie już się dokonało na krzyżu. Bo: 

Iz 53,4-5: „On się obarczył naszym cierpieniem, On dźwigał nasze boleści (…) On był przebity za nasze grzechy, zdruzgotany za nasze winy. Spadła Nań chłosta zbawienna dla nas, a w Jego ranach jest nasze ZDROWIE”.

Panie Jezu pragnę, abyś uzdrawiał moje wnętrze,

 abyś napełniał moje serce niezłomną wiarą w  to, 

że Ty jesteś moim lekarzem,

 moim Tatą, który chce tego co najlepsze dla swojego dziecka. 

Chcę Ci oddać każdy cierń mojego serca, każdą niezabliźnioną ranę, 

która czasami się odnawia i powoduje niepotrzebny ból. 

Chcę doświadczyć ognia Twej miłości, która wypala najmniejszą wątpliwość, 

daje świadomość tego kim jestem dla Ciebie 

i tego, co chcesz mi dać. 

Daj łaskę, abym potrafiła przyjąć wszystko co masz dla mnie

i czerpać z obfitości Twoich darów, 

w tym również uzdrowienia duszy i ciała. 

Amen