Odpowiedź

Ileż to razy zdarza(ło) się nam wołać do Boga, w pewnych sytuacjach nierzadko rozpaczliwym, pełnym bólu głosem „Boże, czy Ty mnie słyszysz? Dlaczego nie odpowiadasz na moje modlitwy, na moje wołanie, dlaczego milczysz?”

Jestem przekonana, że każdy z nas choć raz doświadczył takiego stanu, kiedy Bóg wydawał się nam nieobecny, głuchy, daleki, niektórzy powiedzieliby być może nawet „obojętny”…

A jednak… ON ODPOWIADA. W różny i sobie właściwy sposób, ale odpowiada.

Moje doświadczenia obecności Boga, który pragnie do mnie mówić i odpowiadać na moje modlitwy, prośby, zadawane pytania czy wzywanie Jego pomocy są bardzo różne i często, powiedziałabym, bardzo zaskakujące, nietypowe, czasami wywołujące salwę śmiechu i niedowierzanie w to, co Bóg potrafi uczynić, aby przekazać nam swoją odpowiedź. Myślę, że każdy z nas mógłby pewnie podzielić się w podobny sposób swoimi niecodziennymi, osobistymi znakami działania Boga i Jego metodami dzielenia się treścią informacji, jakie chce nam przekazać. 

Myślę, że kluczowym elementem tego, aby doświadczać znaków i Bożych odpowiedzi na stawiane Mu pytania jest nastawienie swojego serca i umysłu na przekonanie, że On może to naprawdę uczynić i na otwarcie w pełni swojego serca i umysłu na przyjmowanie Jego odpowiedzi. Nie można wątpić w to, że Bóg chce z nami rozmawiać i pokazywać nam swoją wolę względem naszego życia, szczególnie kiedy na tę odpowiedź czekamy długo, czasami miesiącami, latami. Bóg daje nam odpowiedzi we właściwym czasie, wiedząc, co po drodze musi się jeszcze wydarzyć i oczekując z naszej strony zaufania w Jego prowadzenie, ale też współpracy w odkrywaniu Jego woli dla naszego życia. 

W to, że Bóg do nas mówi, wydaje mi się, nie wątpiłam prawie nigdy. Niemniej nie mając wcześniej pełnej świadomości tego, jak powinna wyglądać relacja z Bogiem, w moim działaniu było więcej nastawienia na mówienie do Boga, niż na słuchanie Go, czyli dominował u mnie, nazwijmy go roboczo, styl komunikacji błagalno-proszący, w którym to ja głównie mówiłam, wymieniając ważne dla mnie intencje, prośby i błagania, nie dając przy tym Bogu szansy i czasu na odpowiedź. Tak zwana komunikacja jednostronna. Mimo tych nieświadomie wtedy popełnianych błędów, jeszcze zanim temat Wspólnoty, mojej osobistej służby dla Boga czy doświadczanie darów płynących z posługi proroczej stały się częścią mojego życia, starałam się z wiarą przyjmować fakt, że Bóg, choć niewidzialny (no to w jaki sposób On może mówić – zapytają niektórzy), to jednak do nas mówi i chce się z nami komunikować. Wiele razy uczestniczyłam wcześniej w Eucharystiach z modlitwą o uzdrowienie i nie widziałam w tym nic dziwnego ani zaskakującego, że ktoś ma słowo poznania, że Bóg poprzez wypowiadane słowo uzdrawia czyjeś życie, ciało czy serce. Pamiętam w sobie ten głód, aby Go słyszeć, aby również doświadczyć łaski płynącej z mocy słów, które Bóg wypowiadał przez usta kapłana prowadzącego modlitwę. I choć ten głód był, to jednak wciąż tkwiłam w nieświadomości tego, czego jeszcze potrzebuję, aby dialog z Bogiem i słyszenie Jego odpowiedzi stały się moją codziennością. 

Dopiero świadome wejście do Wspólnoty, budowanie siebie na nowo, odkrywanie Boga jako żywego i prawdziwego Stwórcy, będącego ciągle w działaniu i szukającego kontaktu ze mną, nieustanny rozwój duchowy, karmienie się Jego słowem, świadome oddanie się Bogu na służbę i podjęcie decyzji, że chcę na Nim budować swoje życie pokazały mi, jak bardzo Bóg pragnie mówić do mnie i wciąż czeka na te momenty, kiedy ja będę chciała nasłuchiwać Go, otwierać swoje serce na Jego obecność i na to, co ma mi do powiedzenia. 

„Nakłońcie wasze ucho i przyjdźcie do Mnie,
posłuchajcie Mnie, a dusza wasza żyć będzie” Iz 55,3

Dziś staram się szukać Boga w każdym momencie życia, choć nie zawsze potrafię Go w pełni dostrzec, szczególnie kiedy sytuacja wydaje się trudna, okoliczności niesprzyjające, a drugi człowiek zamiast radości staje się źródłem bolesnych emocji. Jednak mam świadomość, że On jest we wszystkim obecny i dla Niego każda sytuacja, każda spotkanie, każda przestrzeń mogą być dobrą okolicznością, aby mi coś powiedzieć.

Jestem ogromnie poruszona tym, jak bardzo Bóg chce mówić do mojego serca, czasem mam wrażenie, że On nie może „usiedzieć na miejscu”, aby mi coś przekazać „już, teraz, w tym momencie”, podzielić się ze mną tym, co ma przygotowane dla mnie i czeka jedynie na moją gotowość do tego, by z uwagą nasłuchiwać Jego głosu. Ta Jego postawa, ta „niecierpliwość” Boża, by rozmawiać ze mną, by dzielić się Swoim sercem, pokazywać mi co dalej, pozwala mi dostrzec i doświadczyć miłości Stwórcy, który chce się zaopiekować moim życiem. To buduje moje wewnętrzne przeświadczenie, że Bóg chce być obecny przy mnie nieustannie, że chce przemieniać moje życie i współdziałać we wszystkim dla mojego dobra. I dlatego z miłością tworzy sytuacje, stawia po drodze ludzi, szuka okazji do tego, by przekazać mi odpowiedzi na pytania, wątpliwości czy wszelkie bolączki duszy i serca, odpowiedzi, które mają mi pomagać budować swoje życie zgodnie z Jego planem. 

Wiele już było o tym (w innych artykułach na Blogu), co zrobić, aby słyszeć Boga, aby się z Nim właściwie komunikować, o sposobach na poszukiwanie Bożej obecności, Bożych odpowiedzi. Wiemy, że kluczem jest relacja z Bogiem, czytanie Słowa Bożego, posłuszeństwo Bogu i kroczenie za Nim. Ja bardziej chcę zaakcentować nie to, że Bóg do nas może mówić, ale że On naprawdę to robi i chce to robić! On chce być z nami w relacji i szuka wszelkich sposobów na to, aby tę relację komunikować na różne sposoby. Obserwując przez lata swoje dojrzewanie w relacji z Bogiem, widzę i wierzę w to, że tym co pomaga i pozwala widzieć Boże odpowiedzi jest ciągłe uznawanie Boga za swojego przyjaciela, który działa z nami, a nie przeciwko nam. To również gorące i szczere szukanie Boga, pragnienie Go, wzywanie Jego imienia, chęć spędzania z Nim czasu, prawdziwa chęć oddania Mu swoich spraw, podążanie za Jego słowem, posłuszeństwo Jego woli. Widzę, że Bóg niemal natychmiastowo odpowiada, kiedy moje serce jest czyste, pozbawione urazy do Niego, zarzutów wobec Niego, nastawione przyjaźnie i prawdziwie szukające Jego pomocy. Kiedy jednak do mojego serca wkrada się niepokój, brak zaufania, oskarżenia, okraszone potokiem łez zanurzonych w sidłach rozpaczy, smutku i rozżalenia, tych odpowiedzi jest mniej. Wydaje się, że kiedy trwam właśnie w takim stanie, to wiąże to Bogu ręce i On nie może działać, bo jak może, skoro pokazuję Mu, że nie wierzę w Jego wszechmoc, dobroć, nie ufam Jego planom i możliwościom. Świadomość tego pozwala mi na nowo stawać do walki, na nowo szukać w Bogu źródła życia, sensu dalszego działania, bo zdaję sobie sprawę, że choć moje łzy nie są obojętne Bogu i moje cierpienie Go boli, to jednak On pragnie mojego zaufania, takiego, jakim dziecko obdarza swojego rodzica, wierząc, że on może zrobić wszystko, aby to dziecko było szczęśliwe i czuło się bezpieczne, zaopiekowane i spełnione. Warto się uczyć tego zaufania, pokładania w Bogu nadziei i wzrastania w wierze, że On jest ponad wszystkim co trudne, nieznane, niewiadome, co przerasta po ludzku nasze możliwości.

„Nakłoń swego ucha, i słuchaj Mego głosu…”
Ponieważ Bóg jest Bogiem niewidzialnym, ważna jest nieustanna uważność i wyczekiwanie Jego odpowiedzi. Bo one mogą przyjść w zupełnie nieoczekiwanym momencie, czasami w zaskakujący sposób. 

Śmieję się już od dawna, że mój Bóg jest Bogiem, który świetnie zna się na komputerze, telefonie i Internecie☺, gdyż wiele Jego odpowiedzi przyszło do mnie i przychodzi nadal właśnie poprzez te środki przekazu. Któż jednak może znać się na nich lepiej niż On sam, przecież to On jest źródłem ich powstania☺. Te odpowiedzi to wiadomości, SMS-y, maile, które przychodzą znienacka od osób, które nie wiedzą o co się modlę, czego w danej chwili potrzebuję, a zawierają konkretną odpowiedź, słowo Boże, w którym Bóg odpowiada na potrzebę mojego serca. 

To również słowa wypowiadane w internetowych, ale i wysłuchanych osobiście nauczaniach, katechezach, kazaniach, przeczytanych artykułach, które akurat zawsze niosą w sobie treść, jakiej potrzebuję na dany moment, na dany dzień. Często mam tak, że wołam do Boga, modlę się, a kiedy za chwilę otwieram Internet dostaję dokładnie to, czego potrzebowałam, odpowiedź Boga przychodzi wprost. Przypadek?…

Mam w sercu szczególnie jedno takie doświadczenie, kiedy postanowiłam przemóc siebie wewnętrznie i uwielbiać Pana w tym, co było ogromnym cierniem na moim sercu, co mnie raniło i bolało, ale świadomość tego, że Bogu należy się chwała bez względu na wszystko, co się dzieje w naszym życiu, skłoniła mnie do tego, by się modlić i ogłaszać na głos Jego potęgę i moc, Jego zwycięstwo i uwielbiać Go w tej trudności. Kiedy w dalszym kroku postanowiłam włączyć na YouTubie pieśni uwielbienia, aby kontynuować swoją modlitwę nie byłam już w stanie tego zrobić, ponieważ klikając w jego ikonkę moim oczom ukazał się i otworzył filmik, którego tytuł w samym swym brzmieniu zawierał już pytanie, które było odpowiedzią Boga na sytuację, o którą się modliłam, a po otwarciu filmiku, Bóg „kawa na ławę” wyłożył mi dokładnie kroki i zalecenia mające pomóc w rozwiązaniu mojej sprawy. Dodam, że nie miałam wcześniej pojęcia o takim kanale, nigdy wcześniej nie oglądałam tej serii, a filmik z tym konkretnym przesłaniem pojawił się w Internecie niecałą godzinę przed tym, jak zaczęłam wołać do Pana. Było to tak nietypowe i zaskakujące dla mnie i tak niewiarygodne, że zamiast uwielbiać Pana pieśniami przez najbliższy wieczór śmiałam się do rozpuku podziwiając geniusz Boży i Jego niesamowite poczucie humoru, ubogacona również treścią przesłania, które Bóg dał mi poprzez autora treści obejrzanego filmu na kanale, który od tamtej pory stał się moją inspiracją i źródłem ciekawych spostrzeżeń i rad w poruszanych na nim kwestiach.

«Prorokuj nad tymi kośćmi i mów do nich: „Wyschłe kości, słuchajcie słowa Pana!”» Ez 37,4
Posługa prorocza jest dla mnie osobiście niezwykłym doświadczeniem duchowym. Dlatego z ogromnym zapałem staram się zachęcać innych, tych nieprzekonanych bądź po prostu nieświadomych do tego, aby z niej korzystali i widzę, jak to spotkanie ze słowem Boga ich porusza i daje nowe tchnienie nadziei. Podobnie jest ze mną. Miałam też w swoim życiu kilka trudnych doświadczeń podczas takiej modlitwy, która zamiast mnie zbudować, spowodowała ranę, ale dziś już wiem, że każde otrzymane słowo należy po takim spotkaniu rozważyć w sercu i odrzucić to, co może nie pochodzić od Boga, a być jedynie pokłosiem działania czynnika ludzkiego.

Słowo prorocze w swej istocie niezwykle bowiem podnosi na duchu. Choć często nie wprost, ale jednak przynosi odpowiedzi na pytania, które zadawaliśmy wcześniej Bogu, ale też staje się drogowskazem pokazującym to, gdzie Bóg chce nas prowadzić, w jakim miejscu chce nas postawić, co dla nas przygotował. Ponadto jest skarbnicą obietnic, skierowanych konkretnie do nas, na których możemy się potem opierać oczekując Bożego działania w różnych sferach naszego życia. Kilka lat temu, kiedy bardzo mocno zachorowałam, nie mając pojęcia co dalej będzie, pamiętam jak wołałam w sercu do Boga „Boże, co z Twoimi obietnicami, które mi dałeś…? I wtedy, po ludzku totalnie irracjonalnie uznałam, że Bóg w znany tylko sobie sposób wyprowadzi mnie z tej sytuacji, że przyniesie uzdrowienie, bo przecież obiecał mi tak wiele dobrego, a skoro miały się wypełnić Jego słowa, to znaczyło, że moje problemy rozwiążą się. Co więcej, On mnie przygotowywał właśnie na ten czas od kilku miesięcy, kiedy na mojej drodze postawił, poprzez nietypową dla nas obu sytuację, osobę posługującą darem proroczym, przez którą przekazywał mi przez następne miesiące liczne słowa, a ja wszystkie je skrzętnie zapisywałam nie mając świadomości, że za jakiś czas staną się one dla mnie światłem w tunelu i źródłem nadziei, której się będę musiała uchwycić, aby wyjść zwycięsko z toczącej się walki o jutro. 

Proroctwa mają dla mnie osobiście niesamowitą wartość. Bóg w ten sposób buduje nasze serce, umacnia nas, okazuje nam swoją miłość, przekazuje zachętę do działania, naprowadza na właściwe decyzje, wskazuje kierunek naszego życia, naszego powołania, buduje naszą tożsamość. Za każdym razem, kiedy otrzymuję nowe słowo, szukam jego sedna, pytam Boga co ono znaczy (często odpowiedzi przychodzą dopiero po latach), ale też staram się tak kierować swoimi krokami, aby również swoim życiem odpowiadać na to, do czego Bóg mnie zachęca w tym słowie. Dodam jedynie, że jednym z namacalnych efektów tego, co usłyszałam na modlitwie proroczej była decyzja, aby wejść w uwielbienie tańcem z flagami, którym obecnie czasami posługuję. Gdyby nie to słowo, być może dziś bym tego nie robiła, choć temat flagowania był mi znany z widzenia, ale jakoś szczególnie nie rozmyślałam o nim, będąc zaangażowaną w inne obszary uwielbienia. Jednak Bóg konkretnym obrazem i słowem powiedział, że widzi mnie w tym miejscu posługi, a ja nie chciałam, aby Jego słowo padło między ciernie i nie wydało owocu, więc postanowiłam za tym pójść i cieszę się, że Bóg mnie wtedy do tego zaprosił. 

Co ważne, nie chcę też w tym miejscu powiedzieć, że korzystanie z posługi proroczej może zastępować osobistą modlitwę i szukanie odpowiedzi w rozmowie z Bogiem sam na sam, jednak moje doświadczenie pokazuje, że jest niesamowitym uzupełnieniem tego dialogu z naszym Ojcem, wyrazem Jego działania i podkreśleniem chęci Jego ciągłej obecności w naszym życiu, szczególnie kiedy w zespole modlącym się za nas dwie czy nawet wszystkie osoby mają ten sam obraz tego, co Bóg chce nam przekazać. Kiedy ma się otwarte i ufne serce, oczekujące Jego odpowiedzi, to Bóg naprawdę z wielką radością dzieli się tym, co ma w Swoim sercu, rozwiązując krok po kroku kolejne supełki na drodze naszego życia.

„Oczy Pana zwrócone są ku sprawiedliwym, a Jego uszy na ich wołanie” Ps 34,16
Bóg naprawdę nas słyszy i odpowiada. Potwierdzeniem tego są sytuacje, które Bóg aranżuje i ludzie, którzy przekazują nam Jego odpowiedź. Pamiętam jak kiedyś modliłam się do Pana wołając do Niego, aby się stał dla mnie „……” (i tu użyłam pewnego nietypowego zwrotu, zasłyszanego wcześniej podczas rekolekcji prowadzonych przez pewnego kapłana w Internecie odwołującego się do swojej osobistej historii, w której pojawiło się właśnie to określenie – słowo które zupełnie nie kojarzy się w pierwszym momencie z określeniem Boga, dlatego pozostawiam dla siebie☺). Modliłam się w swoim domu, dzień po dniu, wołając w sercu do Niego „Panie bądź moim…” i po jakimś czasie wspomniana już powyżej znana mi osoba, posługująca darem proroczym, dzwoni do mnie i przekazuje mi treść słowa, które ma dla mnie od Boga. Jednak nie wie jak mi to powiedzieć, czuje się zmieszana, bo jest przekonana, że coś źle usłyszała. Poprosiłam ją więc o dosłowne przekazanie tego, co Bóg jej powiedział i kiedy usłyszałam jej słowa, byłam przeszczęśliwa i radosna, bo Bóg powiedział jej, aby mi przekazała „JA chcę być jej ……” (i tu to nietypowe sformułowanie z zasłyszanych rekolekcji). Kiedy jej wyjaśniłam skąd takie słowo, wezwanie do Boga, śmiałyśmy się razem, ale ta sytuacja pokazała mi wtedy, że Bóg słyszy nasze serce, że On nawet w tak zabawny sposób potrafi pokazać, że nasza modlitwa do Niego trafia, że otwiera Jego serce na nasze wołanie. 
 

Bóg też pokazał mi, że w życiu nie ma przypadków. Jestem pewna i wiele razy tego doświadczyłam, że Bóg tworzy różne, jak my to nazywamy, zbiegi okoliczności, sytuacje, w których mamy kogoś spotkać, poznać, coś zobaczyć, usłyszeć, gdyż w ten sposób chce nam oznajmić Swoją wolę i dać Swoją odpowiedź. Pamiętam do dziś sytuację sprzed wielu lat. Stojąc kiedyś w ciepły letni dzień na przystanku autobusowym, pogrążona w umysłowej refleksji, z głębi serca zaniosłam wtedy do Boga modlitwę prosząc Go o odpowiedź, o potwierdzenie, które da mi jasność co do mojego pytania. Nie zastanawiałam się wtedy nad tym, że Bóg już znał to pytanie, wiedział, że Mu je zadam i odpowiednio wcześniej postanowił przygotować grunt pod tę sytuację. Niczego nieświadoma, odpowiedź dostałam chwilę później, kiedy wsiadłam do komunikacji miejskiej, gdzie spotkałam człowieka, przez którego Bóg odpowiedział mi na moje pytanie, potwierdzając później jeszcze wiele razy swoją odpowiedź, zdarzało się, że posługując się w tym również ponadnaturalnymi znakami. A dodam, że takich ponadnaturalnych odpowiedzi, wskazówek, obrazów, czy nawet wypowiedzianej ludzkim głosem, choć nie pochodzącej od innego człowieka, jasnej informacji, co mam zrobić w konkretnej sytuacji, o którą się modliłam prosząc o prowadzenie Boże, miałam co najmniej kilka w swojej relacji z Bogiem. 

Czasami wołam do Boga „Panie chciałabym być tam…, chciałabym jeszcze raz tego doświadczyć…, proszę Cię o…” nie spodziewając się najczęściej, że Bóg naprawdę może spełnić moje modlitwy i pragnienia. A jednak On je słyszy. I tak, ktoś oferuje mi udział w czymś, czego pragnęłam ponownie, proponuje mi podjęcie się poprowadzenia jakiegoś dzieła, obdarza mnie czymś, czego potrzebowałam w tym czasie, przychodzi z konkretnym słowem. Bóg słyszy nasze modlitwy. Sęk w tym, czy my jesteśmy gotowi na przyjęcie Jego łaski, która jest odpowiedzią na nasze wołanie. Czy mamy serce otwarte, aby dostrzec tę łaskę i wykorzystać czas, w którym ta odpowiedź przychodzi. To moment, kiedy można popełnić błędy, trwając w zaślepieniu. Ja popełniłam je niejednokrotnie.  

Na koniec pragnę podzielić się swoim świadectwem działania Boga i tego, że On jest otwarty na dialog z nami i chce nam objawiać swoją wolę i odpowiadać na nasze pytania. Jest to też niezwykłe działanie Boga w kontekście tego tekstu, który powstał (już wiem dlaczego nie byłam w stanie zasiąść do niego przez wiele długich tygodni, aby go ukończyć) i jest potwierdzeniem tego, o czym pisałam, że Boże odpowiedzi są dla nas dostępne i możemy wołać i prosić o nie naszego Tatę. 

Kilka dni temu postanowiłam spontanicznie wziąć udział w ponownej modlitwie z posługą proroczą zastanawiając się jednak, co jeszcze mogę usłyszeć od Boga, jeżeli On już tyle mi powiedział wcześniej. Ale szłam z sercem nastawionym na oczekiwanie Jego głosu, w postawie pokory i uznania, że w Jego sercu jest jeszcze wiele odpowiedzi i słów, którymi chce się ze mną podzielić. Kiedy wstawiennicy modlili się o słowo dla mnie, ja w ciszy swego serca modliłam się razem z nimi, wołając między innymi Boże, ja wiem, że Ty mnie bardzo kochasz, i chcesz odpowiadać na każde moje pytanie, na każde….” I ku mojemu zdziwieniu, pierwsze słowa wstawiennika do mnie były dość nietypowe jak na taką modlitwę. Usłyszałam pytanie „czego się spodziewasz?” Byłam zaskoczona. Lecz wstawiennik powiedział, że zadał mi to pytanie celowo, odnosząc je do dalszej treści proroctwa, wypowiadając słowa, które głęboko poruszyły moje serce. Już wiedziałam, że Bóg usłyszał moją modlitwę. Przekazano mi bowiem, opierając się na słowie z księgi Jeremiasza (Jr 33,3), że Bóg mi odpowie, bo wytrwale wołałam. I zachęcono mnie, aby dalej to czynić, spodziewając się Jego odpowiedzi dotyczącej tematów, w których zanosiłam do Niego wołanie. Bo On słyszy naszą modlitwę, kiedy nasza modlitwa jest modlitwą serca, bo tylko taka modlitwa może poruszyć serce Boga. Są różne modlitwy, ale tylko modlitwa serca może być modlitwą wysłuchaną. Co więcej mamy nigdy nie ustawać w tym wołaniu, ale wiernie i aktywnie oczekiwać Jego odpowiedzi. Jeżeli się spodziewamy, że Bóg nam odpowie, to On nam odpowie❤. W sobie znany i odpowiedni do sytuacji sposób, ale odpowie.

„Wołaj do Mnie, a odpowiem ci, oznajmię ci rzeczy wielkie i niezgłębione,
jakich nie znasz.” Jr 33,3