Strona GłównaDobre WinoCzy tylko piękna?

Czy tylko piękna?

Dziś historia biblijna o kobiecie i jej urodzie. Zobaczmy, co może, a właściwie: co powinno jej towarzyszyć, by piękno zewnętrzne harmonizowało z pięknem wewnętrznym tak, by mogło posłużyć wypełnianiu się Bożych planów. 

Piękno jest w świecie zawsze mile widziane, a w świecie dworu królewskiego nawet wymagane. Królowa powinna być piękna, by móc zachwycać króla – swego męża, ale również, by wszyscy inni zazdrościli królowi, podziwiając jej urodę. Kobiece piękno to zwykle sprawa bardzo indywidualna i względna. Jednemu podobają się blondynki, innemu rude lub ciemnowłose, jeden lubi długonogie i bardzo szczupłe, a inny woli postawić na inne atrybuty kobiecości. Jedno jest pewne – według królewskich standardów królowa musi być również bardzo zadbana. Otóż na ten cel nie żałowano ani czasu, ani środków, bo królowi wszystko należy się „z najwyższej półki”. W historii, do której Was zapraszam, niebagatelne znaczenie miał również wymóg, że kobieta miała być nietknięta, czyli być dziewicą. 

W tej opowieści wskutek nieposłuszeństwa poprzedniej królowej (było jej na imię Waszti) zaistniała potrzeba znalezienia nowej żony dla króla. Ponieważ król musiał mieć możliwość wyboru, kandydatek było wiele. Cały rok przeznaczono na przygotowanie grupy kobiet. Przez sześć miesięcy były namaszczane olejkiem mirrowym, a przez kolejnych sześć miesięcy balsamami i kobiecymi środkami upiększającymi. Wow! Można sobie wyobrazić, jakie to było przyjemne. Któraż z dzisiejszych kobiet może sobie na to pozwolić? Skąd wziąć na to czas i pieniądze? Chyba nawet dla popularnych aktorek, celebrytek, jest to luksus, bo przecież trzeba jednak udzielać się w świecie, nagrywać filmy, istnieć w tzw. showbiznesie, inaczej można szybko popaść w zapomnienie. A tu kobiety miały jedno zadanie – coraz bardziej pięknieć i pachnieć. Któraż by nie chciała rocznej przerwy od codziennej bieganiny i obowiązków często ponad miarę? 

Zobaczmy, co się dzieje dalej, po upływie roku oszałamiającego zapachami. Otóż kiedy proces upiększania się kończył, kobieta już jako prawdziwa piękność szła do domu króla i… mogła zabrać ze sobą wszystko, czego zażądała! O, nie do wiary! To już chyba przegięcie! Możesz sobie to wyobrazić? Chciałabyś tak? Widzisz się w tym miejscu, sytuacji? Poczekaj jednak chwilę… Dalszy krok po nocy spędzonej u króla i z królem rodził dziwną perspektywę. Otóż kobieta mogła mieć nadzieję powrotu do króla (czytaj – jego sypialni) tylko i wyłącznie wtedy, gdy król wezwał ją imiennie. Noooo… Tu już robi się mniej radośnie i optymistycznie. Z kandydatki na bycie królową awansowała na nałożnicę królewską. Nadzieja prysła, a przychodził zawód i rozczarowanie. I myślę, że grono Czytelniczek, które do tej pory było w pewnego rodzaju zachwycie z domieszką małej nutki zazdrości, może poczuć rozczarowanie. I słusznie, bo na cóż cały rok kąpieli, namaszczania, nacierania olejkami i balsamami, skoro tylko przez jedną noc można było czuć się piękną i pożądaną? Kobiece tęsknoty nie zostaną zaspokojone w jedną noc. Każda kobieta pragnie być kochana, podziwiana, doceniana przez całe życie, każdego dnia. Takie są tęsknoty kobiecej duszy i nie ma w nich nic nienormalnego. Bóg stworzył Piękną w raju dla mężczyzny po to, by byli razem. Rola nałożnicy z pozoru też może wydawać się godna pozazdroszczenia, przecież ma pozycję na dworze i o nic nie musi się troszczyć. Fizycznie może tak być, choć pełna intryg rywalizacja z innymi kobietami o względy jednego mężczyzny wykończyła już niejedno życie, nie mówiąc o wcześniej wspomnianych tęsknotach i potrzebach kobiecego serca. 

I tu zachęcam do pierwszego zatrzymania się na małą refleksję –  czy jestem dziś gotowa, by wejść w głąb swego kobiecego serca i przyjrzeć się szczerze i otwarcie swoim tęsknotom za tym, co mają inne kobiety? Czy jestem na tyle odważna, by zobaczyć swe pożądliwości, chciejstwa i rzeczy, które kłują mnie w oczy u tych, którym powodzi się lepiej?

I propozycja dalszego kroku – zawołaj do Pana: „pokaż mi moje piękno i daj odwagę, by o nie zadbać we właściwy sposób”. Albo „poprowadź mnie, Panie, w dziękowaniu za dary piękna, które we mnie złożyłeś”. Przecież jeśli dziękujemy, to możemy prosić o więcej i nie jesteśmy już tylko „prosiakami” (pochodzi od „proszę”, a nie „dziękuję” 😊– przypis własny). 

Wróćmy jednak do konkretnej biblijnej historii, którą już pewnie rozpoznaliście w księdze Starego Testamentu, do księgi Estery. Co wiemy o Esterze oprócz tego, że była piękna? Była Żydówką, córką Abichaila, mieszkającą w mieście Suza, które było jedną ze stolic imperium perskiego. Jej rodzice zmarli, a ona została sierotą. Wychowywał ją krewny ojca, Mardocheusz z pokolenia Beniamina. Pełnił on służbę na dworze króla perskiego Aswerusa (gr. Kserksesa). Oboje żyli we wspólnocie wysiedlonych Żydów, którzy po niewoli babilońskiej nie powrócili z rodakami do Jerozolimy, lecz zostali na obczyźnie. W ojczystym, hebrajskim języku jej pierwsze imię brzmiało Hadassa, czyli po hebrajsku mirt (pięknie pachnący krzew symbolizujący dziewictwo). Estera (1) to drugie imię –  babilońskie, być może nadane jej dopiero w momencie, gdy udała się dwór króla. 

Mardocheusz, jej opiekun, podjął wysiłki, by Estera dostąpiła zaszczytu wzięcia udziału w „castingu” na nową królową. W takich okolicznościach niedobrze jednak było przyznawać się do swego pochodzenia. Gdy przyszła jej kolej, Estera poszła do króla Aswerusa, „nie żądając niczego poza tym, co polecił jej Hegaj, eunuch królewski, stróż żon. Estera pozyskała sobie życzliwość wszystkich, którzy na nią patrzyli.” (2)

Jak wiemy, król pokochał ją „nad wszystkie inne kobiety. Pozyskała sobie życzliwość i względy nad wszystkie inne dziewice i włożył na jej głowę koronę królewską i uczynił ją królową w miejsce Waszti.” (3)

Można by pomyśleć, że tu pięknie wszystko się już ułożyło i zmierzamy do „żyli długo i szczęśliwie”. Niestety, jak to na dworach królewskich bywało, intrygi i rozgrywki polityczne, a także chęć wyeliminowania ludzi, którzy wydawali się potencjalnym zagrożeniem dla człowieka obdarowanego władzą przez króla, miały miejsce i tutaj. Nie wnikając w szczegóły, bo gorąco zachęcam do samodzielnego przeczytania księgi Estery, zobaczmy, jaką rolę odegrała w tym wszystkim królowa Estera. Od początku tej księgi w różnych jej momentach przewija się słowo posłuszeństwo. Brak posłuszeństwa pozbawił Waszti korony. Z kolei posłuszeństwo Estery zaprowadziło ją na dwór królewski i dostąpiła zaszczytu bycia królową. Czyż to koniec? Wskutek intryg jednego człowieka u władzy, król dał się zmanipulować i wydał dekret o zagładzie Żydów – narodu Estery. Jej ukryta tożsamość jednak nie umarła, a ona o niej nie zapomniała. Jej opiekun Mardocheusz przypomniał jej o tym mówiąc «Nie myśl sobie w sercu, że uratujesz się w domu króla, jedyna ze wszystkich Żydów, bo jeśli ty zachowasz milczenie w tym czasie, uwolnienie i ratunek dla Żydów przyjdzie z innego miejsca, a ty i dom ojca twojego zginiecie. A kto wie, czy nie ze względu na tę właśnie chwilę dostąpiłaś godności królowej?” (4)

I tu objawia się następna cecha tej pięknej kobiety. W obliczu zagrożenia nie rozpoczyna intryg, ale pełna pokory prosi o post i modlitwę za nią. Również sama zaczyna pościć i modlić się, wołając do Boga woła o ratunek. Jak to? Królowa nie próbuje zwyczajnie po ludzku ukarać wichrzyciela? Z pewnością korzystając ze swych możliwości znalazłaby sposoby na wyeliminowanie go. Postawa Estry jest zupełnie inna. 

„Także królowa Estera zwróciła się do Pana, przejęta niebezpieczeństwem śmierci. Zdjęła swe szaty okazałe, przywdziała suknie smutku i żałoby i w miejsce wonnego pachnidła pokryła głowę swą popiołem i śmieciami, i ciało swoje poniżyła bardzo, a radosne ozdoby zastąpiła rozpuszczonymi włosami. I błagała Pana, Boga Izraela, i rzekła: «Panie mój, Królu nasz, Ty jesteś jedyny, wspomóż mnie samotną, nie mającą oprócz Ciebie [żadnego] wspomożyciela, bo niebezpieczeństwo jest niejako w ręce mojej.” (5)

Nieważne były stroje, korona, naszyjniki i bransolety. Prawdziwe wartości miała ulokowane w innym miejscu. Tych nikt nie mógł jej odebrać. Nie polegała na własnych możliwościach, ale na Bogu. Znała swoje słabości,  braki i ograniczenia. By móc wstawić się za swoim narodem, musiała zdobyć się na potężną odwagę i podjąć niesamowite ryzyko. Do króla nawet żona nie mogła wejść nieproszona (!). Stanowiło to okazanie braku szacunku królowi i mogło skutkować utraceniem życia. 

Determinacja i odwaga były czymś, czego potrzebowała w największej dawce. Więc stanęła królowa Estera z determinacją i wielką ufnością przed Bogiem, wołając o pomoc, okazując skruchę, uznając swoją jedność ze swym narodem poprzez przyznanie się do win narodowych i odwołując się do Bożych obietnic – „Słyszałam od młodości mojej w pokoleniu moim ojczystym, że Ty Panie, wybrałeś Izraela spośród wszystkich narodów i ojców naszych ze wszystkich ich przodków na wieczyste dziedzictwo i uczyniłeś im wszystko co zapowiedziałeś” (6)

Urzeka mnie i zachwyca jej wiara pełna ufności. Jednak czy mogłaby tak wyglądać jej modlitwa, gdyby nie znała wiary swoich przodków? Gdyby nie znała Boga i Jego obietnic? Gdyby Mu nie ufała? Wątpię. Wierzymy, jeśli ktoś nam przekazuje wiarę. Ufamy, jeśli znamy i mamy doświadczenie – nie tylko istnienia Boga, ale również Jego natury – miłości, wierności, miłosierdzia. To nas ustawia we właściwej postawie względem życia, zdarzających się sytuacji, dobrobytu i biedy, sukcesu i porażki. Wprowadza nas w doświadczenie naszej tożsamości. Sytuacje zagrożenia, które przecież pojawiają się w różnych odsłonach, są nam znane. Co wtedy robimy? Jaką wybieramy drogę? „Kombinowania” według własnych sił czy szukamy pomocy u Tego, który nas ukochał? Jak? 

Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony.” (7)

To bardzo konkretna obietnica.

Jak pewnie się domyślacie, Estera poszła do króla ubrana po królewsku i choć doświadczyła potężnego lęku, to odnalazła w sobie Bożą odwagę, moc i mądrość, by powiedzieć królowi o niegodziwościach królewskiego urzędnika i jego planie zagłady Żydów. Historia, dzięki Bogu (to nie slogan) i współpracy człowieka z Bogiem, skończyła się dobrze. 

Biblia to księga o Bogu, o Jego miłości do człowieka, miłosierdziu i wierności. Ukazuje nam Boże przymioty, zachwyca a zarazem napawa bojaźnią Bożą. Bóg w swej mądrości daje nam różne historie, byśmy mogli się z nich wiele nauczyć. I tu kolejna propozycja refleksji nad postacią Estery. A gdybym to ja znalazła się na jej miejscu, co bym zrobiła? Prześledź jeszcze raz tę historię, krok po kroku i spróbuj się w niej umiejscowić zamiast Estery. Załóżmy, że przydarza się to Tobie lub mnie –  co wtedy robimy? Co dzieje się w Twoim czy moim sercu, jakie uczucia się pojawiają? Jakie myśli nam towarzyszą? Co bym zrobiła w takich sytuacjach? Nie bójmy się tego, co zobaczymy w sobie. To miejsce startowe, z którego wychodzimy, by stanąć z tym wszystkim, tak jak ona przed Bogiem. 

Pokora, mądrość, wiara pełna ufności, determinacja, roztropność i… posłuszeństwo. Oczywiście jest jeszcze wiele innych cech, ale spójrz właśnie na te cechy, których uważasz, że Ci brakuje. Jest jeszcze wspólnota, która z nią i za nią pości i wspiera modlitwą. A kto Ciebie wspiera postem i modlitwą? 

Teraz możemy przyjść do Boga, który i tak to wszystko już wie, ale czeka na nas. Na naszą determinację, wolę i uniżenie. Po co? By objawić Swą Miłość i błogosławieństwo.

Nie wyszło krótko tym razem. Postać bohaterki jest bardzo bogata a historia niezwykle ujmująca i pouczająca. Jeśli jeszcze jej nie znasz, to zachęcam do lektury i modlitwy. Bo przecież czytając Pismo Święte poznajemy Boga i Jego miłość.

Mogłoby wydawać się, że ta księga jest tylko dla kobiet. Nic podobnego! Każdy mężczyzna może w niej znaleźć dla siebie wiele wierności, mądrości, uczciwości i prawości. Szukaj tam Boga, bo szukając znajdziesz Go na pewno. 

A… i pamiętaj mężczyzno, że kobieta potrzebuje miłości, czułości bardziej niż klejnotów – i to na co dzień.

  1. Biblia Tysiąclecia wyd.5 Księga Estery przypis 2,7
    Hadassa – imię hebr., oznacza mirt; „Estera”– drugie imię na pewno babilońskie (…).
  2. Biblia Tysiąclecia wyd.5 Est 2,15b
  3. Biblia Tysiąclecia wyd.5 Est 2,17; Waszti – imię poprzedniej królowej – przypis własny
  4. Biblia Tysiąclecia wyd.5  Est 4, 13-14
  5. Biblia Tysiąclecia wyd.5 Est 4,17b  
  6. Biblia Tysiąclecia wyd.5 Est 4,17m
  7. Biblia Tysiąclecia wyd.5 J 3,16-17