O tym jak znany tekst z Biblii, przemówił w nowy sposób.
Wiem, że wielu zna ten fragment z Ewangelii. Czytaliście go, słyszeliście w kościele. Ja również należę do tego grona, a jednak tym razem Słowo przemówiło do mnie głębiej, wyraźniej. Dotknęło moich oczu i serca, zadało pytania i oczekiwało odpowiedzi. Może jesteś już w grupie, dla której jest to oczywiste i niczego nowego w tym dla Ciebie nie ma. Jeśli tak, to wybacz, że może Cię nudzę. Ale jeżeli to, co odkrył przede mną Bóg, miałoby Cię poruszyć, dotknąć, to nie mam prawa zatrzymać tego tylko dla siebie.
Zastanawiałam się dlaczego historia kroczenia Piotra po wodzie znalazła się w ewangelii wg św. Mateusza (i to jedynie u niego, w innych ewangeliach jest opis kroczącego po wodzie Jezusa – por. Mk 6,42-52; J 6,16-21)? Czego chce nauczyć mnie/nas Bóg, dając ten opis? Co Bóg mówi dziś do Ciebie i do mnie?
Byłam w trudnym momencie życia i modliłam się, wołając do Boga. Wzięłam do ręki Pismo Święte i w głębi serca poczułam, że mam właśnie przeczytać ten fragment, a na dodatek dosłownie zobaczyłam go oczami wyobraźni. Było to zaraz po tym, jak Jezus po raz pierwszy rozmnożył chleb i nakarmił tłumy.
„Zaraz też przynaglił uczniów, żeby wsiedli do łodzi i wyprzedzili Go na drugi brzeg, zanim odprawi tłumy. Gdy to uczynił, wyszedł sam jeden na górę, aby się modlić. Wieczór zapadł, a On sam tam przebywał. Łódź zaś była już sporo stadiów oddalona od brzegu, miotana falami, bo wiatr był przeciwny. Lecz o czwartej straży nocnej przyszedł do nich, krocząc po jeziorze. Uczniowie, zobaczywszy Go kroczącego po jeziorze, zlękli się myśląc, że to zjawa, i ze strachu krzyknęli. Jezus zaraz przemówił do nich: «Odwagi! Ja jestem, nie bójcie się!» Na to odezwał się Piotr: «Panie, jeśli to Ty jesteś, każ mi przyjść do siebie po wodzie!» A On rzekł: «Przyjdź!» Piotr wyszedł z łodzi, i krocząc po wodzie, przyszedł do Jezusa. Lecz na widok silnego wiatru uląkł się i gdy zaczął tonąć, krzyknął: «Panie, ratuj mnie!» Jezus natychmiast wyciągnął rękę i chwycił go, mówiąc: «Czemu zwątpiłeś, małej wiary?» Gdy wsiedli do łodzi, wiatr się uciszył. Ci zaś, którzy byli w łodzi, upadli przed Nim, mówiąc: «Prawdziwie jesteś Synem Bożym».” Mt 14,22-33
Być może ta historia już nie robi na Tobie wrażenia, bo tyle razy była czytana, słuchana, omawiana. Może tak być. Dlatego proszę, poświęć chwilę i razem ze mną zechciej wejść w głąb tego obrazu. Zgodzisz się zapewne, że po wodzie się nie chodzi tylko pływa. Nikt nigdy oprócz tego jednego jedynego miejsca, nie pisze, że człowiek szedł po wodzie. Przynajmniej ja o tym nie słyszałam. Dlaczego więc, Bóg daje nam takie świadectwo? Zastanawiałeś się kiedyś nad tym? I co to ma znaczyć dla mnie i dla Ciebie?
Rozglądam się wokół siebie i widzę te wszystkie swoje troski i problemy, które czasem nie pozwalają spokojnie spać, marzyć, cieszyć się. Wołam do Pana? Zanoszę do Boga w modlitwach troski, bliskich i te wszystkie intencje, które spływają – wołania o Bożą interwencję, pomoc. Wokół tyle się dzieje – wojna, choroby, rozłamy w rodzinach, w Kościele. Dokoła tyle trudnych sytuacji, gdzie nie mam możliwości rozwiązania, więc chcę posłuchać Boga, który przecież do nas mówi. Pamiętam, że Biblia to historia o Bogu i ukazuje nam Jego miłość, pełną starań o nas, troskę o każdego z nas. I ma to konkretny cel. To, co czytam w Biblii, nie jest przypadkowe, ale ma konkretne zadanie dla czytającego. W liście do Hebrajczyków 4,12 czytamy: „Żywe bowiem jest słowo Boże, skuteczne i ostrzejsze niż wszelki miecz obosieczny, przenikające aż do rozdzielenia duszy i ducha, stawów i szpiku, zdolne osądzić pragnienia i myśli serca”.
Skoro tak rzeczy się mają, warto pozwolić sobie na refleksję, medytację nad tekstem Biblii, który Bóg zaproponował. Podzielę się tym, co zobaczyłam, co przywołana scena głębiej odsłoniła i czego mnie nauczyła.
Chodzić po wodzie, iść po wodzie, to znaczy nie mniej nie więcej, ale że trzeba wszystkie swoje dotychczasowe doświadczenia powiesić na przysłowiowym kołku. Odłożyć je na bok i zrobić krok w wierze, w zaufaniu Temu, na którego kieruję oczy – Jezusowi. Ba, łatwo powiedzieć, w teorii wszyscy mówimy, że ufamy, ale tu już nie było tak prosto, bo oto zaczęła się praktyka. I muszę się przyznać, że od tego momentu zaczęłam podziwiać Piotra, rybaka który prawie od urodzenia znał strukturę wody, łowił w niej ryby, pływał po niej i w niej. Wiedział, że przecieka przez palce i gasi pragnienie oraz, że… Mogę jeszcze długo wymieniać użyteczność wody, z której każdy z nas na co dzień korzysta, tylko nie w tym rzecz. Zwykle omawiając ten biblijny opis, ukazuje się wiarę Piotra oraz jego zachwianie. I myślimy o tym, że trzeba nam bardziej ufać Jezusowi i nie tracić Go z oczu. Fakt bezsporny. Na jak długo wystarcza to myślenie? Czy ułatwia Ci zmaganie się z brakiem wiary, zwątpieniem np. w uzdrowienie? w rozwiązanie tego, co po ludzku nie jest rozwiązywalne? Co tak naprawdę przeszkadza Ci w wierze? Lęk, że się zawiedziesz? Myślę, że zarówno mnie jak i Tobie, przeszkadza nasze doświadczenie i racjonalizowanie. Przecież widziałam, słyszałam, czytałam…, wiem. Ktoś powiedział…, a przecież ma doświadczenie, albo ja sam/a mam takie doświadczenie? Może nawet wielokrotne? wiem jak zwykle sprawa się toczy, a to co wiem, nie kończy się dobrze. Doświadczenie moje i innych ludzi, nie jest dobre. Nie o to wołamy, nie tego oczekujemy.
Piotr też miał doświadczenie, że woda to nie materia, po której się chodzi! Więc? Otóż, wszystkie doświadczenia jakie mam, a są związane z tą konkretną sytuacją, o którą się modlę – z życiem, pracą, zdrowiem – odkładam na bok. Oddaję Bogu. Wołam – tak Panie, na Twoje Słowo, mam odłożyć na bok wszystko, co do tej pory było doświadczeniem i wyjść z łodzi, która jest tu symbolem:
- określonej przestrzeni, którą znam,
- bezpieczeństwa (nawet jeśli jest burzowo, ale przyzwyczaiłem się już do tego, bo mam to pod kontrolą),
- ulokowanej nadziei, czegoś co bardzo dobrze znam i jest mi jak „dom” lub prawie jest częścią mnie.
A w łodzi są moi bracia, przyjaciele, znajomi, na których przecież mogę liczyć. Ufam im i mam z nimi relację, więzi, wspólne doświadczenia i… wspólny cel – powołanie, by iść za Panem, za Jezusem. To też mam odłożyć na bok? Oni dadzą wsparcie, ale po wodzie własnych doświadczeń trzeba pójść samemu – jak szedł Piotr.
W opisanej biblijnej sytuacji Piotr wyszedł z inicjatywą i jako jedyny zawołał: „Panie, jeśli to Ty jesteś, każ mi przyjść do siebie po wodzie!” (Mt 14,28). Zastanawiam się, co kierowało Piotrem? Ciekawość? Chęć upewnienia się, że to Pan Jezus? Ale dlaczego tego chciał? Czyżby chciał wyróżnić się od przyjaciół i być lepszym? Do głowy przychodzą różne pomysły, ale tak naprawdę to nie wiem co było motywacją Piotra. Wiem jednak, że decyzja wyjścia z łodzi i postawienia stopy na wodzie, musiała sporo kosztować – determinacji, odwagi i wiary, no i odłożenia na bok własnych doświadczeń z wodą.
Uczucia zawsze odgrywają w życiu ogromną rolę. W przywołanej historii również. Strach – on pojawia się już na początku. Jest noc, burza na ogromnym jeziorze i łódź, w której uczniowie się znajdują. Fale i wiatr miotają łodzią, a Pana Jezusa z nimi nie ma. Już mieli przecież doświadczenie dokonywanych przez Niego cudów. Przyzwyczaili się, że On czyni wielkie rzeczy, ale teraz Go nie ma. Jezus zjawia się na wodzie, prawie że na środku jeziora, między 3 a 6 godziną. O porze trudnej, gdzie i zmęczenie i senność są największe. Woda dla nich była siedliskiem ryb, ale i morskich potworów, duchów, więc uczniowie wzięli Pana za zjawę. Jakżeż bardzo musi przestraszyć się mężczyzna, by aż krzyknął z przerażeniem? („Uczniowie, zobaczywszy Go kroczącego po jeziorze, zlękli się myśląc, że to zjawa, i ze strachu krzyknęli.” (Mt 14,26)). Przerosło ich to, co zobaczyli, bo było to tak odmienne od całego ich dotychczasowego doświadczenia. Głos, który usłyszeli, zapewnił ich, że to idzie Jezus 🡪 „Odwagi! Ja jestem, nie bójcie się!” Mt 14,27
Przerażenie, strach, to emocje, które nie znikają tak szybko, jak się pojawiają, zwłaszcza w takich trudnych okolicznościach. Strach towarzyszy nam, kiedy pojawiają się sytuacje wykraczające poza naszą kontrolę, wtedy, gdy nie wiemy jakie będzie ich zakończenie. Jest więc potrzeba upewnienia się, dlatego Piotr woła „Panie, jeśli to Ty jesteś, każ mi przyjść do siebie po wodzie!” Mt 14,28. Śmiało? Jakie to ludzkie i znajome, prawda? Boże daj znak. Upewnij mnie. Potwierdź mi. Ty się nie gniewasz, nie robisz zarzutu, ale dajesz możliwość, by wiara urosła, bo sama z siebie nie rośnie, a szkoda.
Tak, ten cud potrzebuje wiary człowieka. Co zatem widzimy? Niewypowiedziany dialog między Piotrem a Jezusem. Chcesz? Uwierz mi, zawieś na kołku wszystkie swoje dotychczasowe doświadczenia, opuść bezpieczną (choć w danym momencie szarpaną wichrem i falą) łódź, opuść towarzyszy, zostaw ich wsparcie i z wiarą krocz po tym, po czym się nie chodzi!
Wiara jednak czyni cuda, a przynajmniej jest do nich niezbędna. Są też cuda, gdzie człowiek nie miał wiary np. paralityk przyniesiony przez 4 przyjaciół (Mk 2,3-12); uzdrowiony przy sadzawce Betesda (J 5, 1-9). W tym przypadku, by cud się dokonał, wiara była jednak konieczna. Patrząc w tę konkretną historię, widzę jak ważne jest, by patrzeć na Jezusa cały czas, tzn. być w bliskim kontakcie. Ale nawet gdy będąc blisko Pana, przestraszy nas jakaś przeciwność, jakiś wicher, wzburzone fale naszego życia, to trzeba jednak krzyknąć głośno – JEZU, RATUJ! Wszak to imię znaczy – Bóg jest zbawieniem, ratunkiem. Ratuje, choć pewnie przypomni, że zwątpienie nie buduje mocnej wiary i wybija z rytmu życia wiarą i „chodzenia po wodzie”. Jakie to ludzkie, moje. Odnajduję się w tym. A Ty? Tak często emocje, strach, myśli, przygotowują czarne scenariusze, albo plan awaryjny. Podpowiadają rozwiązania lub ukazują czarną dziurę, bo oto nagle pojawiła się życiowa burza i wieje wicher, no i te fale (emocje, wyniki, prognozy, stare, trudne doświadczenia) zalewające bezpieczną łódź, port. Szukam wsparcia, analizuję doświadczenia, a Bóg daje mnie i Tobie Czytelniku, historię chodzenia po wodzie. Jeśli tylko choć przez chwilę posłuchamy Go, to usłyszymy: „Odwagi, to Ja Jestem”. Posłuszeństwo – to drugi krok po wierze. Teraz trzeba wyjść z łodzi i postawić stopę na tym, po czym normalnie się nie chodzi – po wszystkich „czeluściach”, które chcą mnie pochłonąć. Po myślach, strachach, lękach, projekcjach. Wybieram więc wiarę Tobie, Twemu Słowu, które jest żywe i skuteczne. Będę kroczyć po tych przeciwnościach do Ciebie. Wybieram spodziewanie się dobra. Dlaczego? Czy nie jest to naiwne i nieuzasadnione? Może po ludzku tak. Spoglądam więc znów na Boga, na Jego plan na życie i przypominam sobie Słowa, które zamieścił w Biblii i które ukazują Jego samego, Jego naturę i nastawienie do mnie, do Ciebie. Wybieram błogosławieństwo. Wybieram życie (Pwt 30,15-20). Wybieram Ciebie, Boże cudów i mocy. Wybrałam i zaczęłam głośno czytać Biblię. Początkowo szło mi bardzo opornie. Byłam osłabiona przeciwnościami, emocjami, które pochłonęły cały zapas życiowej energii, więc szło mi kiepsko. Miałam wrażenie, że nie dam rady przeczytać więcej niż tylko kilka wersów. Ogarniała mnie senność. Wołam, Boże wspomóż, bo ja chcę oprzeć się na Twym Słowie. Czytam dalej. Po pierwszym rozdziale zmęczenie lżeje, po następnym zaczynam odczuwać przypływ sił. Kiedy kończę czytać jeden z listów św. Pawła, jestem w pełni sił fizycznych i duchowych. Emocje są na swoim miejscu, po lękach ani śladu, a nadzieja wypełniła moje serce i znów z wiarą oczekuję kolejnego cudu. Krok po kroku, po wodzie starych doświadczeń, lęków, obaw, przeciwności. Z oczami „przyklejonymi” do Jezusa, z uchem otwartym na Jego głos. Słuchamy po to, by być posłusznymi.
Wybieraj ze mną, proszę. Nie mnie musisz ufać, ale w każdej chwili ufaj „Temu zaś, który mocą działającą w nas może uczynić nieskończenie więcej niż to, o co my prosimy czy rozumiemy, Jemu chwała w Kościele i w Chrystusie Jezusie po wszystkie pokolenia wieku wieków! Amen.” Ef 3,20-21
Słowo dopowiedzenia:
Pisząc o kroczeniu po starych doświadczeniach, nie mam na myśli, ani też nikogo nie namawiam do np. wychodzenia przez okno zamiast przez drzwi, ani do ignorowania lekarza. Nie wystawiam Boga na próbę, ale chcę żyć z wiary a nie głupoty 😊.
