Strona GłównaDobre WinoPOWRÓT PANA MŁODEGO, CZYLI O CO CHODZI W PRZYPOWIESCI O DZIESIĘCIU PANNACH

POWRÓT PANA MŁODEGO, CZYLI O CO CHODZI W PRZYPOWIESCI O DZIESIĘCIU PANNACH

Jako mała dziewczynka zawsze kochałam wesela. Uwielbiałam zarówno muzykę, tańce, stoły przepełnione smakołykami jak i wszechobecną radość z tego, że rodzina spotyka się, aby świętować nowe przymierze miłości miedzy dwojgiem ludźmi. Nie powinno dziwić zatem, że nie przypowieść o dziesięciu pannach, o których opowiada Jezus jest moją absolutnie ulubioną!

Wystepuje w niej dziesięć panien. Jak mówi Jezus pięć było mądrych i pięć, no… głupich po prostu. Wszystkie wzięły swoje lampy, żeby czekać na Pana Młodego, ale tylko mądre wzięły też zapas oliwy. Jak czytamy dalej wszystkie – zarówno te mądre jak i te drugie posnęły. Gdy tak sobie spały rozległo się wołanie, że idzie Pan Młody i żeby wyjść Mu na spotkanie. Wstały więc i sprawdziły swoje lampy, jak się okazało – lampy tych niemądrych zaczęły gasnąć i zorientowały się w ostatniej chwili, że aby podtrzymać płomień potrzebują zapasu oliwy. Chcą pożyczyć od mądrych, ale te słusznie wysyłają je do kupców, żeby przez pożyczenie im też nie zabrakło. Zatem tamte idą szukać oliwy, a w tym czasie nadchodzi Pan Młody. Mądre wchodzą na ucztę, a te drugie – niestety nie. Smutna scena dla jednych, a dla drugich radosna.

Żeby dobrze zrozumieć tę przypowieść warto znać kontekst weselny czasów Jezusa. Proces zaślubin wówczas miał bowiem swój konkretny przebieg. Gdy mężczyzna pragnął poślubić dziewczynę, najpierw dochodziło do oficjalnych rozmów pomiędzy dwoma rodami. Jeśli otrzymywał zgodę obu stron, wówczas dochodziło do pierwszych zaślubin – przymierza między rodami.

Na znak, że Oblubieniec miał poważne zamiary obdarowywał swoją Małżonkę drogocennymi prezentami, często klejnotami, perfumami i innymi darami. Były one zapewnieniem – gwarancją powrotu do Ukochanej zanim dojdzie do właściwych zaślubin. Tak, bowiem Pan Młody wracał do domu rodzinnego swojego ojca, aby tam przygotować dla Ukochanej i dla siebie mieszkanie, w którym wspólnie będą żyć po weselu. Do tego momentu byli zaślubieni sobie, ale nie mogli zamieszkać razem (jak Józef i Maryja, gdy poczęła Jezusa) i dopóki nie było wesela, a mieszkanie nie było gotowe – nie byli w pełni małżeństwem.

Oblubieniec, odchodząc, zapewniał Ukochaną, że wróci wkrótce, jednak kiedy to miało nastąpić decydował jedynie ojciec Pana Młodego. To on czuwał nad budową nowego domu i oceniał, czy w pośpiechu do swojej Ukochanej Pan Młody rzeczywiście pomyślał o wszystkim co konieczne. Często bowiem młodzi z pragnienia bycia ze sobą chcieli przyspieszyć ten czas. Tylko ojciec pana Młodego mógł potwierdzić, że praca skończona i miejsce jest w pełni gotowe, aby zamieszkała w nim wybranka Oblubieńca. Zazwyczaj budowa takiego domu zajmowała około roku, a mieszkanie miało być w pełni wyposażone we wszystko, by młodzi przez tydzień, bez wychodzenia na zewnątrz, mogli cieszyć się sobą, gdy w najlepsze trwać będzie uczta weselna. Kiedy już wszystko było gotowe i ojciec uznał, że niczego nie brak, Oblubienic wraz z całym orszakiem wyruszał po swoją Ukochaną.

Panna Młoda, gdy zbliżał się czas, każdej nocy spała gotowa do zaślubin ubrana w suknię i klejnoty otrzymane od Oblubieńca, na wypadek gdyby nadszedł niespodziewanie. Tradycją było, że zjawiał się on bez wcześniejszego uprzedzenia i niemal zawsze w środku nocy. Jej zadaniem było jedynie oczekiwać i być gotową, aby okazać tym samym miłość, oddanie i szacunek dla Pana Młodego i Jego rodziny. 

Wraz z przyszłą małżonką czuwali jej krewni i sąsiedzi – ktokolwiek chciał wejść na ucztę weselną, musiał oczekiwać na powrót Pana Młodego. Czuwali więc z lampami każdej nocy, aby przy powrocie Ukochanego, mogli zabrać się z całym Jego orszakiem na wesele w domu Jego Ojca.

Zwyczaj podaje, że przyjście Młodego poprzedzali Jego „drużbowie, to jest krewni, którzy szli przed nim i biesiadnikami z jego strony. Trąbiąc w rogi wołali głośno: „Pan młody się zbliża, wyjdźcie mu na spotkanie!. Oblubieniec porywał swoją Ukochaną w środku nocy jak złodziej i z tymi, którzy go oczekiwali z zapalonymi lampami, odchodził na zaślubiny i ucztę weselną do domu Ojca. Mogli z Nimi pójść wszyscy oczekujący Go wraz z Oblubienicą mający lampy i strój weselny przygotowany, gdy Pan Młody nadszedł. Świętowaniu i radości nie było końca. Takie wesela bowiem trwały wiele, wiele dni, a ten kto nie zdążył na ucztę, do orszaku dołączyć już nie mógł.

Myślę, że kontekst kulturowy ukazuje nam tak wiele, że nie trzeba go już bliżej wyjaśniać. Jednak w tej przypowieści o pannach oczekujących jest pewna najważniejsza rzecz. Wszystkie bowiem czekały na Pana Młodego i nie były to jakieś nie znające Oblubienicy (Kościoła) przypadkowe osoby. Wszystkie zasnęły, bez wyjątku. 

Tak już jest, że czekanie na powrót Jezusa może się dłużyć i nużyć. Najistotniejsze jest, aby lampy naszych serc płonęły ogniem Ducha Świętego, gdy On będzie wracał. Niestety, jak mówi ta przypowieść – nie wszyscy, którzy czekają, mają oliwę żywej relacji z Nim. To również oznacza, że nie każdy, kto jest w Kościele, we wspólnocie, nawet najbardziej charyzmatycznej, kto czyni znaki i cuda w Jego Imię – wejdzie na ucztę Baranka. Bo od samego działania nie stajemy się jeszcze bliskimi Jezusa lub Kościoła, Jego Oblubienicy.

Oliwa, która podtrzymuje ogień miłości w lampie naszego serca może się skończyć, gdy zabraknie nam bliskiej i żywej relacji z Bogiem. Oliwą tą jest Duch Święty, to On woła w nas Abba Ojcze i sprawia, że nie jesteśmy obcymi lecz znamy Jezusa – Oblubieńca – osobiście. Gdy On przyjdzie po swoją Ukochaną – Kościół, nie będziemy w stanie pożyczyć sobie oliwy do naszej lampy od nikogo innego. Osobista relacja z Jezusem, modlitwa, znanie Go wynikają z bliskości i nie da się ich kupić za żadne pieniądze. 

Być mądrą panną nie oznacza nie zasnąć, nie znużyć się, nie zniechęcić… Być nią oznacza dbać o relację, o modlitwę z Bogiem, bo na ostatnią chwilę będzie na to zwyczajnie za późno. A Pan Młody już wraca po swoją Oblubienicę – lada dzień, niezaprzeczalnie i nie będzie czekał.

Zapraszam Cię – opatrz dziś swoją lampę relacji z Nim i jeśli potrzebujesz oliwy, szukaj sposobów, rekolekcji i miejsc, gdzie możesz się Duchem Świętym i bliskością Jezusa napełniać. Ale przede wszystkim napełniaj się Nim każdego dnia na osobistym spotkaniu z Żywym Słowem. Zachęcam Cię gorąco !

Czy chcesz żeby ominęły Cię zaślubiny Baranka? Bo ja mam nadzieję, że będziemy się na nich bawić razem 😊.