Poniższy tekst stanowi kontynuację artykułu z dnia 07.06.2021 dostępnego tutaj.
Czym był dla mnie zatem czas choroby i etap wracania do sił życiowych?
Ganię siebie za to wiele razy, że kiedy już normalnie chodzę i działam, często jest we mnie tak mało zaufania w Boże prowadzenie. Niestety wygląda na to, że dopiero tak trudne momenty w życiu jak choroby są w stanie zmusić mnie do całkowitego zawierzenia siebie Bogu, do oddania Bogu siebie w całkowitej zależności od Jego łaski. Chciałabym na co dzień tak ufać i wierzyć Bogu jak ufałam Mu i wierzyłam w czasie choroby. Jednakże każdy taki trudny czas nauczył mnie i pokazał mi, że Bóg jest ze mną, że On o mnie walczy, że On chce mojego zdrowia, że troszczy się o mnie nawet wtedy, kiedy mi się wydaje, że dalej nie ma już nic, że światło zgasło, że wyjścia z jaskini nie ma.
Bóg poprzez moje doświadczenia pokazał mi jak bardzo mnie KOCHA. Muszę to powiedzieć, nic w życiu nie zbliżyło mnie do Boga tak bardzo jak okres choroby. Nic w życiu nie dało mi takiej bliskości z Bogiem, jak momenty wołania o Jego pomoc i ratunek. A przecież Bóg przychodzi do nas najpełniej i najobficiej właśnie wtedy, kiedy jesteśmy najbardziej ubodzy, totalnie ogołoceni, najbardziej bezradni. I wtedy pokazuje, jak wielka jest Jego miłość i troska o nas. I ja tego doświadczyłam. Zdarzało się, że przez kilkadziesiąt minut w totalnym zniewoleniu chorobą wołałam „Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną” (tak jak wołał niewidomy żebrak, Łk 18,38 -39)
Wołałam najbardziej dojmującym, najszczerszym głosem mojego serca, wiedząc, że nie mam już nic więcej, czego mogłabym się złapać. I On przychodził, działy się rzeczy, których się nie spodziewałam. Bóg otwierał serca innych ludzi, od których nie spodziewałabym się zainteresowania i pomocy.
Inne lekcje z wychodzenia z choroby z Bogiem? Absolutnie bezcenne… A jest ich wiele:
- Bóg pokazał mi, że słabość jest cechą ludzkiej natury, mogę i mam prawo do tego, by chorować.
- Świat się beze mnie nie zawali, są inni którzy mogą zrobić to co robiłam dotychczas ja.
- Mam prawo do tego, by się wyspać, odpocząć, nie posprzątać, nie ugotować, nie wyjść na zakupy.
- Mam PRAWO PROSIĆ INNYCH O POMOC (wcześniej tego nie potrafiłam, albo zniesmaczona negatywnymi doświadczeniami przestałam w końcu prosić o pomoc). O tak, ta lekcja była mi potrzebna bardzo. Zaczęłam wreszcie wyrażać głośno to co czuję.
- Nie mam obowiązku zamartwiać się tym co dzieje się tam, gdzie mnie teraz nie ma. W końcu nie ma ludzi niezastąpionych :).
- Są wokół mnie ludzie, którzy chcą i mogą mi pomóc. Postawienie mnie przez Boga w sytuacji totalnej bezradności zmusiło mnie do przyjmowania ludzkiej pomocy właściwie na każdym kroku. Bóg poprzez innych ludzi pokazał mi jak bardzo mnie kocha, jaka jestem cenna i że mogę być ważna dla innych. Z tego miejsca mogę i chcę podziękować wszystkim, którzy stali się moimi aniołami stróżami w tym trudnym ostatnim czasie.
- Ogrom MODLITWY… to było niesamowite wiedzieć, ile osób chce i angażuje się w modlitwę za mnie. Wielokrotne modlitwy wstawiennicze, słowa otuchy, rozmowy telefoniczne to wszystko było ogromem łaski, której zawsze pragnęłam – aby być otoczona modlitwą.
- Wewnętrzne pragnienie przemiany siebie i swojego postępowania – z łaską trzeba współpracować, skoro Bóg tyle mi daje od siebie, to ja pragnę Mu się odwdzięczyć swoim „lepszym ja”, przynajmniej próbować.
I to co chyba najważniejsze:
- Świadomość całkowitej zależności od Boga i konieczność całkowitego zaufania w Jego prowadzenie. Nagle zdajesz sobie sprawę, że każdy twój oddech, każdy ruch, to że chodzisz, masz sprawne ręce i nogi, to nie są rzeczy, które się dzieją zawsze, które ci się należą tak po prostu. To są rzeczy, które zależą całkowicie od Stwórcy i ta świadomość rodzi uczucie ogromnej wdzięczności za każdą chwilę, kiedy mogę swobodnie się poruszać i być samodzielną w codziennym funkcjonowaniu.
- WDZIĘCZNOŚĆ – tego uczy mnie Bóg, również, a może szczególnie w chorobie. Czy dziękujemy Bogu za to, że każdego ranka na własnych nogach wychodzimy z domu? Czy dziękujemy Bogu za to, że możemy samodzielnie zrobić sobie zakupy? Za to, że możemy zjeść dobre, choć wydawałoby się zwyczajne rzeczy (uwierzcie, że warto dziękować – jadłeś coś ostatnio ze szpitalnej kuchni?) On mnie nauczył tego, że nic nie jest nam dane na zawsze, dziś jesteś sprawna, czy będziesz jutro? To uczy pokory wobec Bożej potęgi i Bożego planu na nasze życie.
- Moc modlitwy wstawienniczej i słowa uzdrowienia, które przyjmowałam z ogromnym łaknieniem jak chory potrzebujący tlenu, by swobodnie oddychać. Wierzyłam, że Bóg już ma dla mnie plan na nowe życie, że On nie chce tego co się działo, że On chce, abym stanęła na swoich nogach w pełni sił i mogła Mu dalej służyć i realizować kolejne swoje i Jego plany i marzenia.
Czy zatem choroba jest czasem, który warto po prostu przechorować? Nie, ona jest czasem niezwykłego odkrywania siebie i tego, co Bóg chce ci pokazać, uświadomić. Choroba może uczyć i to bardzo wiele, może być czasem uzdrawiania i odkrywania piękna Bożego działania i Jego miłości. Ale w tym całym swoim cierpieniu trzeba się na to otworzyć i nie zapominać o tym, że Bóg jest przy nas obecny, zawsze, a szczególnie wtedy, gdy cierpimy, gdy jest nam źle.
Czy chciałabym zatem przejść jeszcze raz przez taki czas? Absolutnie NIE!!!! Ale doceniam wszystko co w tym czasie się wydarzyło, ludzi, których Bóg postawił na mojej drodze życia, małe cuda, które czynił w tym czasie w moim życiu. Był On dla mnie jedyną, prawdziwą i niezachwianą nadzieją powrotu do zdrowia. Dzięki temu wiem, że mogę Mu ufać w każdej sytuacji i wierzyć, że On mnie nigdy nie zostawi samej i z każdej sytuacji, choćby po ludzku nie do rozwiązania, On ma już wyjście, ratunek. Bo Bóg współdziała we wszystkim dla dobra tych, którzy Go kochają (Rz 8, 28).
Bo i choć na sprawiedliwego spada wiele nieszczęść, to On go ze wszystkich wybawia (Ps 34, 20).
