Do Jezusa cisnęły się słowa, cierpiące na rozmaite choroby.
- O zachodzie słońca przyniesiono do Niego sparaliżowaną GAZETĘ, a niosło ją czterech redaktorów. A że nie mogli zbliżyć się do Niego z powodu tłumu, weszli na dach i przez otwór spuścili schorowane i wychudłe czasopismo. Jezus, widząc ich wiarę, odpuścił gazecie wszystkie grzechy. Ona zwinęła swoje ramy, na których była złożona i poszła do domu, nie okłamując już więcej czytelników.
- Gdy tłumy napierały na Jezusa, podeszła z tyłu i dotknęła się Jego płaszcza pewna LIRYKA, co cierpiała od lat na upływ słów. Wiele przecierpiała od różnych krytyków, a nic jej nie pomogło, lecz miała się jeszcze gorzej. Jezus zapytał: „Kto się mnie dotknął?”. Gdy wszystkie słowa się wypierały (bo przecież nikt nie chciał dotknąć Jezusa słowem), zbliżyła się drżąca Liryka i wyznała całą prawdę.
- Jezus wszedł do pewnego miasta. Zwrócił się tam do Niego przełożony, który zarządzał stuosobową załogą w zakładzie. Ten poprosił Jezusa, mówiąc: „Panie, moje ROZKAZY są chore i ludzie bardzo od nich cierpią”. Rzekł mu Jezus: „Przyjdę i uzdrowię je”. Lecz setnik odpowiedział: „Panie, powiedz tylko słowo, a to wystarczy”. I od tej godziny jego Rozkazy były zdrowe.
- Wtedy przystąpiła do Jezusa OBMOWA i powiedziała: „Nauczycielu, powiedz OSZCZERSTWU, aby podzieliło się ze mną majątkiem. Oszczerstwo kłamie, ja mówię zawsze prawdę”. ”Ale prawdę, która zabija” – odpowiedział Jezus – “Mówisz źle o innych. Dlatego zabrane ci zostanie to, co ci się wydaje, że masz”.
- Do bram miasta zbliżyły się ostrożnie WIADOMOŚCI pokryte trądem, wrzodami i plotką; cały czas przebywające z daleka od ludzi i prawdy. Teraz podeszły i, uklęknąwszy przed Jezusem, prosiły: „Mistrzu, jeśli chcesz, możesz nas oczyścić”. On ulitował się nad nimi, wyciągnął rękę i rzekł: „Chcę, bądźcie oczyszczone”.
- Któregoś ranka przyprowadzono do Jezusa głuchonieme KAZANIE. Jego kaznodzieja był niemy, a słuchacze głusi na Słowo Boże. Jezus wziął kazanie na bok, potrząsnął nim i od razu nabrało rumieńców. Stało się jak ogień w ustach głoszącego i jak miód w uszach słuchaczy.
- Były też SŁOWA MODLITWY. Te przyszły do Niego nocą z obawy przed wyśmianiem. A Jezus rzekł im: „Musicie się na nowo narodzić! Musicie się rodzić w sercu, a nie tylko na ustach”.
- Jezus obejrzał się za siebie i zapytał uczniów: „Co to za ROZMOWĘ prowadzicie ze sobą?”. Oni zaczerwienili się, bo była ona pełna narzekania i kłótni. Jezus wziął wówczas malutkie słówko <<kocham>> i powiedział: ”Jeśli nie staniecie się tak prości i tak życzliwi jak to słowo, nie wejdziecie do Królestwa Niebieskiego”.
- Nagle wybiegło naprzeciw nim opętane przez złego ducha PRZEKLEŃSTWO. Lecz Jezus rozkazał: „Milcz i wyjdź stąd!”
- Przeciskał się też przez tłum czuły SZEPT MAŁŻONKÓW. Jezus spojrzał nań z miłością i nakazał: ”Chodź za mną, abyś przynosił owoc obfity”.
- Gdy tak liczne słowa przychodziły, aby Go słuchać i znaleźć uzdrowienie ze swych dolegliwości, że nawet na posiłek nie miał czasu, doniesiono Mu: „Oto MATKA Twoja chce się widzieć z Tobą”. „MATKA” – to słowo zostało wniebowzięte. Bo tylko słowa, które noszą Jezusa, mogą wejść do nieba.
Które z twoich słów byłoby dziś wniebowzięte?
Jaka cząstka ciebie należy dziś do Królestwa?


