„Pójdź za Mną… Ten, kto przyłożył rękę do pługa, a wstecz się ogląda, nie jest przydatny w królestwie Bożym.” (Łk 9,59-62)
Dawniej cały dzisiejszy fragment Ewangelii (Łk 9,51-62) wydawał mi się być przeznaczony tylko dla stanów konsekrowanych, więc nie zaprzątałam sobie nim głowy. Od jakiegoś czasu patrzę jednak na niego inaczej. Myślę, że aby pójść za Jezusem, muszę wszystko zostawić. Oczywiście nie na zasadzie, ja idę w świat, a rodzina – niech sobie radzi.
„Zostawić wszystko” oznacza dla mnie, że wtedy, kiedy Bóg mnie powołuje do służby, mam mieć głowę wolną od trosk tego świata. Przecież Bóg się o wszystko troszczy. Gdy ja daję Mu całą siebie, On jest przy mnie. Ja mam tylko zaufać. Nie zawsze jest to łatwe, ale z pomocą łaski Bożej można dać sobie z tym radę.
Dzisiaj dotyka mnie jednak coś innego. Chodzą za mną słowa: „… wstecz się ogląda…”. Uświadomiłam sobie, że w moim przypadku oglądanie się wstecz to rozpamiętywanie grzesznej przeszłości.
Jaki to ma związek z pójściem za Jezusem? Dla mnie zasadniczy. Rozpamiętywanie dawno przebaczonych w sakramencie pokuty grzechów wywołuje u mnie poczucie niegodności, o którym już nieraz wspominałam. Jaki może być pożytek ze mnie, skoro mówię: nie jestem godna głosić, nauczać, pouczać w tym czy innym temacie, bo sama upadałam, odeszłam, błądziłam? Jakie mam prawo mówić to czy tamto, skoro sama tego nie przestrzegałam, skoro sama na tym polu zawiodłam.
I nic nie pomaga fakt, że się nawróciłam, że Bóg mi wybaczył. Kiedy mi coś do tej głowy wejdzie, to umarł w butach, nie chce wyjść. Od razu się blokuję i w żaden sposób nie jestem wtedy w stanie być świadkiem Jezusa. Jaki wtedy ze mnie pożytek?
Św. Paweł był wielkim prześladowcą Chrystusa i chrześcijan, ale gdy się nawrócił, nic nie było w stanie Go powstrzymać przed głoszeniem królestwa Bożego. Św. Piotr zaparł się Jezusa, ale po przyjęciu Bożego miłosierdzia stał się głową Kościoła na ziemi. Św. Augustyn czy św. Franciszek prowadzili grzeszne życie, ale po nawróceniu stali się świadkami, których wielu podziwia i naśladuje.
Przykłady można by mnożyć, więc dlaczego ja wciąż „wstecz się obracam”? Tym bardziej powinnam mówić o tym, jak Bóg w swojej miłości uwolnił mnie od grzechu, jak dał mi nowe życie. Pokazując w ten sposób, że każdy tak może.
Na to pytanie wciąż nie potrafię odpowiedzieć. Pocieszające dla mnie jednak jest to, że stany poczucia niegodności zdarzają mi się coraz rzadziej i trwają coraz krócej. Dla takiego marzyciela jak ja, pragnącego, by wszyscy poznali Boga i przyjęli Jego miłość, każda chwila jest ważna, bo być może gdzieś w pobliżu jest ktoś, kto właśnie szuka Miłości… Nie chciałabym go przeoczyć tylko dlatego, że wciąż oglądam się wstecz.


