Adwent

…Spuście rosę, niebiosa z góry, a obłoki niech spuszczą z deszczem sprawiedliwego.

Niech się otworzy ziemia, niech się otworzy ziemia, i zrodzi Zbawiciela…

Jakoś tak się składa, że każdego roku bywam na pierwszych roratach rozpoczynających adwent i nieustannie już pierwsze dźwięki tej pieśni wywołują u mnie gęsią skórkę…

Znowu czuję się jakbym miała 8, może 10, a może trochę więcej lat.

Ciemność Kościoła jest delikatnie rozświetlana, kiedyś setkami adwentowych lampek, a dzisiaj w najlepszym wypadku tych lampek jest kilkadziesiąt.

Zawsze była i dla mnie nadal jest w tym wielka tajemnica, bo przecież przygotowujemy się na największą sprawczą moc Bożego Słowa.

Słowo, to samo Słowo, które stworzyło ten świat, teraz stanie się Ciałem.

Czy jednak zawsze jednakowo przeżywałam adwent w moim życiu?

Gdy byłam dzieckiem czas adwentu był dla mnie czasem oczekiwania na świąteczny nastrój w domu, na choinkę, zapach pomarańczy, zupy grzybowej i tortu makowego. Był to czas oczekiwania na rodzinne spotkania przy stole, wspólne wyjścia na sanki i oglądanie filmu z serii „W starym kinie”. Czas, w którym każdy się zatrzymywał, w którym czuło się ważność wydarzenia, nawet jeśli tego nie rozumiałam.

Z upływem lat stare kino zamieniłam na „Opowieść wigilijną” a moja świadomość przeżywania adwentu jako czasu oczekiwania na przyjście Chrystusa była coraz większa. Mimo, iż wydarzenie to miało miejsce ponad 2 tysiące lat temu, co roku coraz bardziej doświadczałam narodzin Jezusa w moim sercu, w moim życiu.

W końcu przyszedł czas, gdy sama stałam się żoną i matką i wówczas na mnie zaczął spoczywać obowiązek dbania o to, by czas adwentu dla moich bliskich był czasem oczekiwania, wypatrywania, wręcz niecierpliwego przebierania nogami. Dopiero wtedy zrozumiałam, ile wysiłku kosztowało moich rodziców przygotowanie tego wszystkiego, na co jako dziecko czekałam. A potem mimo zmęczenia, starali się bardzo, żebyśmy ten świąteczny czas rzeczywiście spędzali razem w ciepłej domowej atmosferze.

Tym razem już jako matka chodziłam na roraty z moimi małymi dziećmi. Teraz one szły w procesji z lampionami. Nie wiem, jak to przeżywały, ale ja wciąż z drżeniem w głosie śpiewałam… Spuście rosę… I czekałam na moment, gdy… Chwała na wysokości Bogu…. rozświetli  z powrotem Kościół.

Z perspektywy czasu widzę jednak, że te lata, gdy nasze dzieci były małe, były trudnym czasem adwentu. Byłam wówczas nieco zagubiona i ważniejsze było dla mnie przygotowanie 12 potraw, posprzątanie i ustrojenie mieszkania niż spotkanie z Bogiem. Mijały jednak lata i wraz ze wzrostem u naszych dzieci świadomości, czym jest adwent, moje serce zaczęło otwierać się na nowo na doświadczanie tęsknoty za Bogiem.

…niech się otworzy ziemia i zrodzi Zbawiciela…

Dlaczego kiedyś oddzielałam te dwa najważniejsze wydarzenia w życiu każdego wierzącego w Chrystusa? Przecież bez Bożego Narodzenia nie byłoby zbawienia, a bez wydarzeń Pasyjnych Boże Narodzenie nie miałoby sensu.

Nie da się rozdzielić tych dwóch wydarzeń, są one ze sobą połączone i od siebie zależne.

Więc… dla mnie czas adwentu rozciągnął się nieco. Nie był to już tylko czas oczekiwania na narodzenie Chrystusa, ale stał się czasem oczekiwania na całe Jego życie, od narodzenia poprzez mękę i śmierć aż po zmartwychwstanie.

Teraz nasze dzieci są już dorosłe, powoli idą w świat i układają sobie sami życie. Nie wiem, jak będą przeżywać adwent w swoim dorosłym życiu. Staraliśmy się pokazać im, że życie bez Boga traci swój pierwotny sens, że tylko w Bogu wypełnia się całkowicie. Nic więcej już zrobić nie możemy, reszta należy do nich.

W tym roku również byłam w poniedziałek na pierwszych roratach, tym razem już sama i bez lampionu, i znowu śpiewając… Spuście rosę… miałam gęsią skórkę, ale teraz zatrzymałam się na fragmencie… a obłoki niech spuszczą z deszczem, Sprawiedliwego…

Teraz wiem już na pewno, że dla mnie adwent stał się czasem oczekiwania na to ostatnie spotkanie z Chrystusem, na ten moment, gdy Chrystus przyjdzie w chwale, spojrzy na mnie z miłością i powie: „jesteś moją umiłowaną córką, przygotowałem dla ciebie miejsce w moim domu, chodź do mnie”.

Adwent to czas oczekiwania. Każdy z nas na coś czeka: na narodziny dziecka, na wyjazdy i powroty, na dobrą pracę, podwyżkę, kiedyś czekało się na przydział mieszkania lub talon na samochód, czekamy na osiągnięcie pełnoletniości, wymarzonego męża, czy wymarzoną żonę, na pierwsze słowa wypowiedziane przez nasze dzieci, na emeryturę. Najważniejsze jednak w tym wszystkim jest to, byśmy nie zapomnieli, że koniec końców czekamy na Niebo.

Dobre Wino
Redakcja

Rozważania Drogi Krzyżowej

Na ten Wielki Piątek zapraszamy do przeżycia Drogi Krzyżowej poprzez rozważania przygotowane przez członków naszej wspólnoty filię Gliwice Zatorze przy parafii Chrystusa Króla.Tematem przewodnim jest

Czytaj całość »