1 Kor 2,10b-16
Ps 145
Łk 4,31-37
„Człowiek zmysłowy bowiem nie pojmuje tego, co jest z Bożego Ducha. Głupstwem mu się to wydaje i nie może tego pojąć, bo tylko duchem można to zrozumieć.”
Wiele lat byłam bardzo zmysłowym i raczej pragmatycznym człowiekiem, stąpającym twardo po ziemi, szukającym naukowych, doświadczalnych, empirycznych itp. dowodów na wszystko, co mnie otacza. Bóg był w moim życiu, ale bardziej rozumowo, zadaniowo, umysłowo. Duchowe przeżywanie wiary kojarzyło mi się z wielkimi świętymi, z ludźmi wyjątkowymi, wybranymi. Fascynowali mnie św. Franciszek z Asyżu, św. Klara, o. Pio, Matka Teresa. Widziałam w Nich herosów wiary, niedościgłych, żyjących na pograniczu nieba i ziemi. Nie wyobrażałam sobie, że taki szary człowiek, jak ja mógłby przeżywać cokolwiek duchowo. Rzeczywiście nie pojmowałam w ogóle działania Ducha Bożego.
Czy moja wiara była przez to gorsza? Nie sądzę. Była po prostu inna, chociaż teraz wiem, że wiele traciłam. Gdy moje przeżywanie wiary, doświadczanie Boga w moim życiu zaczęło się zmieniać, dostrzegłam, jak bardzo duchowe przeżywanie obecności i działania Boga, pomaga poznać Boga i zrozumieć Jego miłość, dobroć, miłosierdzie. Wiele rzeczy, których nie obejmowałam rozumem, pojęłam wtedy, gdy zaczęłam kierować się sercem, wewnętrznym, duchowym i osobowym przeżywaniem Boga. To Duch Boży otwiera mnie na Jego objawianie się w świecie i chociaż trudno mi nieraz to wytłumaczyć, ubrać w słowa, to w swoim wnętrzu rozumiem to, czego umysł zrozumieć nie potrafi.
Teraz dla odmiany ja czuję się często nierozumiana przez obecny świat. Świat, który żyje tylko zmysłowo, konsumpcyjnie, hedonistycznie, zatracając zupełnie to, co duchowe. Dla świata życie duchowe wydaje się być głupstwem i już nawet rozumem nie próbuje poznawać Boga. Wszyscy otrzymujemy Ducha Świętego na Chrzcie Świętym, a potem gdzieś Go odstawiamy na boczny tor, by w końcu, bardzo często, całkiem zapomnieć o Bogu. A przecież to właśnie Duch Święty jest nam dany, by nas pouczać, prowadzić, umacniać. Jak poznać Boga bez mocy Ducha, jak przyjąć Bożą miłość bez życia duchowego, jak nieść tę miłość dalej bez ognia, który Duch w nas rozpala?
Gdy tak czytam dzisiaj po raz kolejny to czytanie, z wielkim zatroskaniem zadaję sobie pytanie: Jak dotrzeć do współczesnego, zmysłowego człowieka, co zrobić, by obudzić w nim życie duchowe, by znowu zapragnął poznać Boga? Czy nie byłoby pięknie, gdybyśmy wszyscy byli ludźmi duchowymi, pragnącymi coraz bardziej poznawać Boga? O ileż łatwiej byłoby nam się porozumiewać między sobą, gdybyśmy wszyscy dążyli do Prawdy i napełnieni Duchem Świętym stali się jednym ciałem i jedną duszą w Chrystusie.


