Iz 35,4-7a
Ps 146
Jk 2,1-5
Mk 7,31-37
„Wtedy przejrzą oczy niewidomych i uszy głuchych się otworzą. Wtedy chromy wyskoczy jak jeleń i język niemych wesoło wykrzyknie.”
„Zaraz otworzyły się jego uszy, więzy języka się rozwiązały i mógł prawidłowo mówić.”
Często bronimy się przed wypełnianiem jednego z głównym powołań każdego, kto uwierzył w Chrystusa, a mianowicie przed głoszeniem Dobrej Nowiny. Wciąż powtarzamy, że to nie dla nas, że nie potrafimy mówić, bo się stresujemy, jąkamy, brakuje nam słów, plączemy się w wyrażaniu myśli, no i najważniejszy argument: „mam za mało wiedzy”. Potrafimy wynajdować tysiące wymówek. Tymczasem, wydaje mi się, że główny problem tkwi w czym innym.
Dzisiaj czytamy o uzdrowieniu głuchoniemych, czyli tych, którzy ani nie słyszą ani nie mówią. Można powiedzieć, że co do zasady ktoś, kto nie słyszy, również nie mówi. Rzadko zdarza się, by ktoś słyszał i nie mówił, chyba, że ma w jakiś sposób uszkodzony aparat mowy. Rzadko też zdarza się, by ktoś, kto nie słyszy, mówił, a jeśli już się tak zdarzy, to jest to bardzo niewyraźna, często bełkotliwa mowa. Co zwróciło dzisiaj moją uwagę? To, że uzdrowienie w dzisiejszych czytaniach zazwyczaj zaczyna się od słuchu, a dopiero potem uzdrawiana jest mowa. Zwłaszcza to uzdrowienie w Ewangelii wyraźnie pokazuje, że Pan Jezus najpierw dotyka uszu chorego, a w efekcie uzdrowienia najpierw otwierają się uszy.
Może jest to daleko idąca analogia, ale według mnie tak jest właśnie z naszym brakiem umiejętności głoszenia Dobrej Nowiny. Nasze uszy nie są wystarczająco otwarte, zarówno na usłyszenie, jak i na słuchanie Słowa Bożego. Jesteśmy za mało uważni w słuchaniu tego, co Pan Bóg do nas mówi, a efektem tego jest również zamknięcie się na mówienie, na świadczenie o Bogu. Gdyby przypatrzeć się ile osób jest przeciętnie na jednej niedzielnej Eucharystii: 100-200? Ile z tych osób ma w ogóle świadomość, że są powołani do głoszenia Dobrej Nowiny: 50-70? A ile z nich próbuje to powołanie realizować w jakikolwiek sposób: 10-20? Ci, którzy nie mają świadomości, że w ogóle są do tego powołani, to są, tak mi się wydaje, te osoby, które w ogóle nie słyszą Słowa Bożego. Są obecni w kościele ciałem, ale nie są nastawieni na to, by usłyszeć Boga. Nie widzą związku między Słowem Bożym a ich życiem. Ci, którzy, mają świadomość, lecz nie głoszą, to są właśnie ci, którzy wynajdują tysiące wymówek, by ostatecznie często stwierdzić, że przecież to księża i zakonnicy, czy zakonnice, albo świeccy teologowie, są powołani do głoszenia. To są właśnie te osoby, które słyszą i nawet się z tym zgadzają, ale nie słuchają, bo tylko ten kto słucha, wypełnia swoje obowiązki. Zachowują się trochę jak dzieci, które słowa rodziców jednym uchem wpuszczają a drugim wypuszczają uznając, że może brat lub siostra wykona ich polecenia.
No i w końcu, są ci, którzy słyszą i słuchają, a dzięki posłuszeństwie wypełniają to podstawowe powołanie. Oni również się stresują, mają swoje ograniczenia, lecz wierzą, że Pan Bóg jest z nimi, że Jezus ich prowadzi, że Duch Święty ich uzdalnia. To właśnie oni idą i głoszą, idą i mówią, bo uszy ich są otwarte i dzięki temu ich usta również się rozwiązują. Najciekawsze w tym wszystkim jest to, że przynależność do jednej z tych grup nie jest stała i zależy od naszej aktualnej kondycji duchowej. Jednego dnia mogę w ogóle nie słyszeć, innego mogę słyszeć lecz nie słuchać, a jeszcze innego słuchać i wypełniać powołanie. Dlatego tak ważne jest systematyczne obcowanie ze Słowem Bożym, bo im częściej i uważniej będziemy wsłuchiwać się w to, co Pan Bóg do nas mówi, tym częściej nasze usta będą się otwierać. Nie tylko my usłyszymy „Odwagi! Nie bójcie się!”, lecz będziemy przekazywać te słowa następnym i następnym, aż w końcu z tych 200 osób, nie tylko, najpierw usłyszy a potem będzie słuchać 100-150-200, ale tych 200 przyprowadzi do kościoła kolejnych 100-200 osób, właśnie dzięki temu, że słuchając odpowiedzą na wezwanie Jezusa: „Effatha”, tzn. otwórz się… otwórz swoje uszy, by usłyszeć i otwórz swoje usta, by mówić. Otwórz się i mów małodusznym: Oto wasz Bóg… On sam przychodzi, by was zbawić…


